Molestowanie?           JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  21 XI 2017

Niedawno znów podpadłem towarzyszce Iratxe Garcíi Pérez (a także towarzyszce unio-komisarce Korynnie Crețu) twierdzeniem, że problemy demograficzne są skutkiem wyrywania kobiet z domów, gdzie były paniami domu, i posłaniem ich do niewolniczej pracy zawodowej. Jak wiadomoulubionym zajęciem kapitalistów jest wyzyskiwanie ludzi pracy – i te wszystkie feminazistki są w gruncie rzeczy agentkami kapitalistów, pragnących, aby dostarczać im jak najwięcej materiału do wyzyskiwania. A także do mo­lestowania. Z tym molestowaniem w pracy to też nie jest tak. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że mężczyzna idzie do pracy by (a) zarobić dużo pieniędzy (b – dotyczy to tylko części mężczyzn) by zrealizować swoje marzenia: zbudować lepszą rakietę ko­smiczną czy przerobić świat na lepszy. Natomiast kobieta idzie na studia albo do pracy po to, by znaleźć tam męża (albo przy­najmniej kochanka). Napisałem to przeczytaniu w Sieci porady dla jakiejś dziewczyny, która nikogo nie znalazła. Zawodowa do­radczyni napisała wprost: idź do pracy, tam gdzie jest dużo młodych mężczyzn – a na pewno znajdziesz. Przed napisaniem tego poświęciłem minutę na przeszukanie googla – i tego jest tam pełno. Najlepsza jest goo.gl/bDawsC wypowiedź kobiety, która jest temu przeciwna, ale przyznaje w tytule: „Małżeństwo, życiowy cel każdego człowieka płci żeńskiej” i pisze „Ostatnio sobie zda­łam z tego sprawę. (...) Nie dziecko, nie willa z basenem, nie wypłata z czterema zerami, ani nawet bikini body. Celem życiowym, który mamy zakodowany w DNA, w pamięci krótkotrwałej i długotrwałej, w mózgu jest… zostanie żoną. (…) Idź na studia – po­znasz męża. Idź do pracy – poznasz męża. Jedź na babskie wakacje – poznasz męża. Idź na wesele przyjaciółki – poznasz brata pana młodego, czyli może poznasz męża. Wyjdźże w końcu z domu, może ktoś cię jeszcze zechce. Zaloguj się na portalu rand­kowym, garbata nie jesteś, niebrzydka, jeszcze będziesz szczęśliwa, choćby z drugim mężem…”. Oczywiście są kobiety, które idą do pracy po to, by np. badać bakterie – i tu nasuwa się śp.Maria Skłodowska (która, tak nawiasem, znalazła w laboratorium śp.Piotra Curie...) – ale są to absolutne wyjątki. I oto tym kobietom, które w 90% marzą o tym, by znaleźć MĘŻA i mieć własny DOM, a w nim własne DZIECI – na siłę narzuca się moralny obowiązek, niemal konieczność: idź do pracy zawodowej, „realizuj się”. Temu celowi sprzyja niesłychanie silna propaganda (w Parlamencie Europejskim zostałem przez dwie wspomniane panie zaatakowany za chęć... dyskryminowania kobiet!!). Jednak temu sprzyja też cały system gospodarczy i podatkowy. Przecież gdyby nie dofinansowywanie żłobków, przedszkoli i komunikacji miejskiej połowa małżeństw by sobie wyliczyła, że praca poza domem jest dla kobiet nieopłacalna. Druga połowa by sobie wyliczyła, że jeśli mąż zarabia 70.000 , a żona 40.000 , to zapłacą od tego 19.800 podatku dochodowego. Jeśli natomiast ona poświęci się pracy w domu, a on, uwolniony od części obowiąz­ków zarobi 110.000 , to zapłacą od tego 23.226,08 – czyli w sumie grzywna za nieposłanie żony do miejsca, gdzie można ją molestować wynosi 3426 zł! Więcej niż średni miesięczny zarobek kobiety w Polsce!! Otóż mężatka wyrwana z domu na ogół nie chce być molestowana. Co innego dziewczyna, która poszła na studia lub do pracy by znaleźć męża! Jeśli nikt jej nie podrywa, nie zaczepia, nie molestuje – to czuje się gorsza, nie doceniona jako kobieta! Kobiety w pogoni za mężem zakładają więc coraz krótsze spódniczki i noszą coraz większe dekolty. W średniowieczu kobiety były wysoko cenione. To mężczyźni musieli je zdo­bywać i walczyć o ich względy, więc nosiły długie do ziemi suknie. Obecnie pozycja kobiet jest słaba, bo to one muszą walczyć o znalezienie męża – więc, biedaczki, kuszą wszystkich, pokazując to, co tam mają.

I to jest ta „dyskryminacja”.

 

JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  18 XI 2017

CHRZEŚCIJAŃSKA MYŚL EKONOMICZNA stanowi kierunek badania wpływu znaczenia Przykazań Dekalogu: „NIE KRADNIJ" i „NIE POŻĄDAJ WŁASNOŚCI BLIŹNIEGO" na gospodarkę i ekonomię. Wnioski z wyników tych badań warto wykorzystywać w nauce ekonomii i polityce gospodarczej. Ponieważ aż dwa Przykazania mają za cel ochronę własności człowieka, czyli ochronę własności prywatnej, to znaczy, że Stwórca nadał nienaruszalności instytucji własności prywatnej wysoką rangę. Stanowi ona dobro nierozerwalne z człowieczeństwem.

Pod pojęciem „WŁASNOŚĆ PRYWATNA" rozumie się oczywiście, dobro uczciwie nabyte przez człowieka, a nie dobro przez niego posiadane, lecz nabyte drogą jakiegokolwiek rodzaju kradzieży. Wyniki badań powyższego wpływu okazują się rewela­cyjne. Okazuje się, że łamanie przez ludzi i ich rządy Przykazania „Nie kradnij", poprzedzane na ogół łamaniem Przykazania „Nie pożądaj własności bliźniego", czyli po prostu kradzież, jest główną przyczyną, lub samą istotą, prawie wszystkich poważnych krajowych i międzynarodowych problemów i kryzysów gospodarczych wiodących do biedy i różnych niepożądanych efektów społecznych. lm powszechniejsze zjawisko kradzieży – we wszelkich jej formach, a szczególnie w formie grabieży zalegalizowa­nej przez państwo i popełnianej na różne sposoby, często „w majestacie prawa" na obywatelach, tym poważniejsze hamowanie rozwoju gospodarczego i dobrobytu.

Do tych sposobów zaliczyć należy między innymi:

1) zaciąganie pożyczek państwowych bez wiedzy i zgody obywateli, którzy wraz ze swym potomstwem pożyczki te będą musieli spłacać;

2) drukowanie papierowych pieniędzy bez ich pokrycia w przyroście bogactwa narodowego, co powoduje inflację i obniżanie wartości pieniędzy już posiadanych przez obywateli;

3) przyznawanie przez władze różnych licencji, monopoli i innych przywilejów wybranym ludziom lub grupom ludzi, kosztem wszystkich pozostałych;

4) tworzenie w instytucjach państwowych tak zwanych stanowisk pracy, pracy bezproduktywnej i pasożytniczej, będącej przy­krywką do dzielenia się pieniędzmi z kieszeni podatnika;

5) sprzecznie z zasadą równości wszystkich obywateli wobec prawa, zalecane przez Marksa opodatkowanie wybiórcze (progre­sywne) ludzi zamożniejszych, a tym samym karanie ich za to, że w gospodarce rynkowej stali się nimi dzięki swej pracowitości, zaradności, uczciwości, wyrzeczeniom, oszczędzaniu i zaspokajaniu potrzeb innych ludzi owocami swej działalności; 

6) opodatkowanie na cele nie służące dobru całego społeczeństwa, lecz tylko niektórych jego grup;

7) łamanie prawa podaży i popytu, przez narzucanie cen minimalnych lub maksymalnych za jakieś dobra – a więc okradając właściciela danego dobra z prawa do swobodnego dysponowania swą własnością;

8) szerzenie i praktykowanie korupcji poprzez tworzenie korupcjogennych urzędów dla „swych" ludzi i ochrona ich działań drogo kosztujących całe społeczeństwo;

9) praktykowanie socjalizmu poprzez bezpośrednią konfiskatę własności prywatnej na rzecz państwa i jego różnych instytucji; itd., itd..

W świetle powyższego jasne jest dlaczego państwa socjalistyczne i „opiekuńcze" oparte na „uszczuplaniu" i konfiskacie wła­sności prywatnej prowadzą kraje do bankructwa, a rodziny i społeczeństwa do rozkładu.

Przyjęcie powyższego do wiadomości powinno być szczególnie łatwo akceptowane przez nas, chrześcijan, dla których Dekalog będący zbiorem nakazów i zakazów pochodzących od Stwórcy, jest jednym z filarów wiary. Szczególnie czujni winniśmy być na znaczenie nieraz spotykanych haseł o potrzebie realizacji zasad sprawiedliwości społecznej (co między innymi jest wyrażone w Artykule 2 obecnie obowiązującej Konstytucji). Niestety często bywają one pośrednim wzywaniem do łamania Przykazania X („Nie pożądaj żadnej rzeczy należącej do bliźniego") i do przymusowego wyrównywania międzyludzkich nierówności majątko­wych i społecznych, drogą zalegalizowanej grabieży i kradzieży gwałcącej Przykazanie VII „Nie kradnij!" i chrześcijański nakaz miłości bliźniego. Rzeczone hasła są często inspirowane przez różnych popleczników marksizmu, którego, jak wiadomo, jed­nym z podstawowych dogmatów jest konieczność likwidacji własności prywatnej. Nieopatrzna akceptacja takich haseł przez ka­tolików, mimo, że nigdzie w Piśmie Świętym nie ma potępienia, a nawet tylko dezaprobaty nierówności międzyludzkich, stanowi sukces infiltracji wrogiej chrześcijaństwu ideologii marksistowskiej do Kościoła. Chrześcijańska myśl ekonomiczna służyć może za narzędzie intelektualne w zwalczaniu tej infiltracji. Niezależnie od tego zachęca ona patriotów pragnących jak najlepiej dla swego kraju, aby nie pozwalali rządzącym na ustanawianie i egzekwowanie praw okradania obywateli przez państwo, a do­prowadzali do likwidacji takich praw już istniejących…

JAN MICHAŁ MAŁEK

 

JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  10 XI 2017

Podczas konferencji prasowej politycy Wolności wypowiedzieli się na temat zmian, które zaszły w Polsce przed dwa lata od ob­jęcia rządów przez Zjednoczoną Prawicę.

 

- Dzisiaj na Twitterze trwa ostra walka o największy absurd, który uchwalił PiS. Łeb w łeb idą ze sobą >>apteka dla aptekarza<< i likwidacja przemysłu futrzarskiego - skonkludował europoseł Janusz Korwin-Mikke.

Poseł Jacek Wilk stwierdził z kolei, że „całą politykę obecnego rządu można określić skrótem, którego używam, czyli KEFIR, od słów kolektywizm, etatyzm, fiskalizm, interwencjonizm i redystrybucja - jednym słowem, socjalizm. W odniesieniu do planowa­nej rekonstrukcji rady ministrów, chciałbym zauważyć, że będzie ona pozorna, a główni aktorzy tego rządu będą nadal zasiadali na swoich stanowiskach, a mam tutaj przede wszystkim na myśli „superministra” Mateusza Morawieckiego, który ma uzyskać jeszcze więcej uprawnień oraz ministra Zbigniewa Ziobrę. Działania rządu idą w kierunku dokładnie odwrotnym do wolności gospodarczej, obniżania i upraszczania podatków czy deregulacje. Takie działanie musi się skończyć, ponieważ socjalizm musi się skończyć w momencie, kiedy kończą się cudze pieniądze. Już teraz widać zresztą, że budżet pęka w szwach”.

Wiceprezes Konrad Berkowicz w swojej wypowiedzi zaznaczył, że aktualny rząd promuje rozwiązania typowo socjalistyczne.

- Widać jak na dłoni, że rząd nie chce uwolnić gospodarki, a rozszerza zamordyzm. Zamiast obniżyć podatki, które przecież płacą wszystkie rodziny, podwyższa je, rzucając ludziom ochłap w postaci 500+. Zamiast uwolnić branżę budowlaną z biurokra­cji i obciążeń podatkowych, sam bierze się za budowanie bloków w ramach programu Mieszkanie+. Zamiast uwolnić inne branże, niszczy branżę e-papierosów, nakładając na nie horrendalną akcyzę, niszczy przemysł futrzarski, niszczy branżę apte­karską. To jest z całą pewności najbardziej wrogi wolności gospodarczej rząd. Dlatego trzeba powiedzieć mocno - Jarosław Ka­czyński już zdobył tytuł Człowieka Wolności od tygodnika „W Sieci”. To tak jakby Adolf Hitler otrzymał od czasopisma założo­nego przez NSDAP nagrodę „Przyjaciela Żydów” – stwierdził p. Berkowicz.

P. Artur Jabłoński, członek Prezydium Wolności, podsumował: „Nie ma możliwości, żeby w tym systemie dokonać zmian, które prowadziłyby do pozytywnych efektów. Socjalizmu nie da się uratować, socjalizm należy zastąpić czymś, co się sprawdza. Ten system jest niewypałem, a PiS włożył ogromną energię, żeby go bronić i umacniać. Wszystkie uchwalone przez parlament re­gulacje, które miały nam ułatwić życie, tak naprawdę je komplikują”.

 

Problem krzywoprzysiężczyń        18 I 2016

Kiedyś dziewczynka zobaczyła, jak chłopiec siusia; popatrzyła uważnie – i skomentowała: „Bardzo praktyczne!”

Kobiety mają umysł praktyczny, kompletnie nie interesuje ich abstrakcja. Oczywiście: mówimy o kobietach przeciętnych i prze­ciętnych mężczyznach – bo istnieją faceci kompletne głąby w abstrakcji – i kobiety dające sobie nieźle radę w matematyce (choć parę lat temu widziałem listę 800 - chyba półfinalistów - Olimpiady Fizyki Teoretycznej: ani jednej kobiety!). Kobiet nie interesuje „piękno rozumowania”: kobiety interesuje wynik. Praktyczny.

Piszę to, bo JE Zbigniew Ziobro postanowił wziąć się za fałszywych świadków. O ile sposób rozumienia prawa przez p.Ziobrę jest mi (co najmniej...) obcy – o tyle w tej sprawie popieram Go całkowicie.

Fałszywi świadkowie są plagą sądownictwa. Na ogół prokuratury nie sporządzają aktów oskarżenia – a jeśli sporządzają, to sądy uniewinniają (!) - a jeśli skazują, to – jak donosi „Rzeczpospolita” - prawie 100% wyroków jest w zawieszeniu.

Krzywoprzysięstwo – to jeden z najważniejszych występków. Stanowi złamanie Przykazania: „Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu”. I słusznie jest to uznane za jeden z najcięższych grzechów: jak sądy mają orzekać, gdy nie mają choć 90% przekonania, że świadkowie mówią prawdę?!?

W szczególności plagą są zeznania kobiet w sprawach rodzinnych. Kobiety łżą tu jak najęte (a raczej: jak poproszone) – i czują się (i słusznie...) kompletnie bezkarne.

Opisze tu przypadek mojej pierwszej Żony. Zeznawała jako świadek w procesie o dzieci swojej koleżanki. Wróciła – i opowie­działa mi o rozprawie (koleżanka wygrała, oczywiście) w której zeznała, że mąż koleżanki ją bił.

- A czy Ty to widziałaś? - spytałem zainteresowany.

- Nie.

- No to dlaczego tak zeznałaś??!??!!?

- Bo przecież ona mi to powiedziała!! I prosiła, bym to potwierdziła!

Moją Żonę bardzo kochałem, więc nie poleciałem z donosem do prokuratury (co zresztą niczego by nie zmieniło...). Nie zdoła­łem Jej też namówić do zmiany zeznań. Powiedziała, że Jej zdaniem dzieci powinny przypaść koleżance – a takie argumenty, że istnieje coś takiego jak Prawda czy Uczciwość – kompletnie od Niej odpadały. Dobro (przez Nią rozumiane...) tych konkretnych dzieci było ważniejsze, niż jakieś-tam abstrakcje.

Na to nie ma sposobu. Kobiety tak rozumują – i koniec. Dlatego w sądownictwie np. szwajcarskim przyjmowało się (nie wiem, czy teraz tego nie zmieniono), że potrzeba zgodnych zeznań dwóch kobiet by zrównoważyć zeznanie jednego mężczyzny.

Jeśli JE Zbigniew Ziobro tę zmianę przeprowadzi, staniemy przed dylematem: albo masowo wsadzać te nieszczęsne stworzenia na osiem lat do kryminału – albo... potraktować kobiety ulgowo, ale jednak przyjąć, że do poważnego potraktowania potrzeba zeznań dwóch kobiet...

Ołow, tylko ołów!                                                      JKM  15 Stycznia 2015

P.Marek Magierowski zamieścił w „Rz” (12-I, s.A11) p/t „Ołówek czy ołów” kilka słów prawdy: „Wszyscy wzięli udział w wielkiej mani­festacji na ulicach Paryża w imię obrony »europejskich wartości«. (…) Czy jednak Hollande, Merkel, Cameron, Rajoy, Renzi, Tusk, Juncker, Schulz i Kopacz wiedzą, czym są »europejskie wartości«? (…) Czy zdają sobie sprawę, że członkowskie redakcji „Charlie Hebdo”, którzy stali się męczennikami tej batalii, przez większość swojego życia zawodowego nie zajmowali się niczym innym jak tylko podważaniem, deptaniem, wyśmiewaniem wszystkich możliwych wartości?”

Jest to fragment tezy, głoszonej przeze mnie od kilkunastu lat – tezy, z którą nie odważa się nawet dyskutować, nie odważa się jej nawet zauważyć żaden reżymowy „uczony” - bo wprawdzie łagrów na Kamczatce już nie ma, ale grantu na swoje prace to już nie do­stanie...

Teza ta brzmi:

Wartości unijne są dokładną odwrotnością wartości europejskich”

Zróbmy szybki przegląd tych wartości:

W Europie obowiązuje kara śmierci przynajmniej dla dla morderców ; w Unii kara śmierci została zniesiona... nawet podczas wojny(!!!!)

W Europie obowiązuje zasada: „Kto nie pracuje, niech też i nie je”; w Unii system zasiłków zapewnia każdemu nie tylko jedzenie, ale i „minimum socjalne”.

W Europie starannie rozważa się argumenty ZA i PRZECIW; w Unii liczy się głosy

W Europie dzieci należą do rodziców; w Unii dzieci nalezą do państwa, które dyktuje rodzicom, co mają z nimi robić – i ma prawo dziecko rodzicom, pod byle pretekstem, odebrać.

W Europie w chłopcach od maleńkości rozwija się naturalną agresję; w Unii agresję u dzieci – ze szczególnym uwzględnieniem wła­śnie chłopców – się tępi.

W Europie rządzą mężczyźni; w Unii panuje (na szczęście: tylko teoretycznie...) „równouprawnienie

W Europie panuje religia (katolicka, protestancka, prawosławna, żydowska, nawet islam – ale religia); Unia jest programowo i agre­sywnie ateistyczna.

W Europie homoseksualizm to zboczenie (tolerowane, wydrwiwane albo i karane) – w Unii to normalny, a nawet preferowany rodzaj życia „seksualnego”.

W Europie obowiązuje zasada Ulpiana: „Chcącemu nie dzieje się krzywda”; Unia, „państwo opiekuńcze”, dla mojego dobra nakazuje mi lub zakazuje tysięcy normalnych czynności – bym sobie przypadkiem krzywdy nie zrobił.

W Europie rządzi zasada: „Kto nie ryzykuje – ten nie je”; ryzykanci są podziwiani; w Unii ryzyko jest redukowane do niezbędnego minimum, na ryzykantów patrzy się jak na wariatów. W ostateczności możemy ryzykować... po uprzednim się ubezpieczeniu.

W Europie 99% ustrojów to monarchie (w ostateczności: republiki); w Unii niekwestionowanym ideałem jest najgłupszy ustrój świata, czyli demokracja.

W Europie ludzie wolni mogli mieć broń; w Unii posiadanie broni jest zakazane.

W Europie każdy może otwarcie głosić, że jest dumny ze swojego narodu albo i rasy; w Unii jest to tępione jako nacjonalizm, szowi­nizm i rasizm.

I tak dalej. W Unii wszystko stoi dosłownie na głowie. Jak to powiedział sowiecki dysydent, p.Edward Kuzniecow: „Socjalizm wymaga od człowieka niewiele: tylko tyle, by pokochał to, co normalny człowiek nienawidzi – i znienawidził to, co normalny człowiek kocha; i już można wygodnie w socjaliźmie żyć”.

A teraz z tej tezy i z oglądu rzeczywistości wyciągamy prosty wniosek: „Dopóki rządziły wartości europejskie, to my, Europejczycy, kolonizowaliśmy cały świat; gdy rządzą wartości dokładnie odwrotne, to teraz jest odwrotnie: cały świat (Chińczycy, Arabowie – a nawet Jamajczycy) kolonizuje Europę”.

W swoim tekście p.Magierowski cytuje śp. (w Europie piszę się przed nazwiskiem „pani”, „panna”, „p.” lub „śp.” - w Unii nie robi się „zbędnych ceregieli”...) Jerzego Wolinskiego (w Europie imiona się przekłada – chrześcijańskie i biblijne: koniecznie; Anglię podbił Wilhelm Zdobywca; w okupowanej przez Unię Anglii udawać, że rządzi, będzie obecny książę „William”!!): „Zauważyliście, że ateiści prawie w ogóle nie zabijają w zamachach? Nie podkładają bomb w miejscach kultu (…) Nie podrzynają gardeł, nie okaleczają, nie gwałcą [z tym bym dyskutował – JKM], nie mordują sąsiadów, nie wysadzają się w powietrze. Ateista nie ma zadatków na męczen­nika”

Proszę zauważyć, że dla unijnego federasty to, że ateiści nie są agresywni, to pochwała ateizmu. Da Europejczyka, wierzącego prze­cież w darwinizm, jest to wskazanie powodu, dla którego państwa ateistyczne MUSZĄ przegrać z państwami, których poddani gotowi są za swoją wiarę umierać!! Fideiści mają w sobie agresję; siłę, która może być wykorzystana dobrze lub źle. Ateiści w nic nie wie­rzą, więc niczego im się – poza wyśmiewaniem innych – robić nie chce. Bo i po co?

Mówiąc krotko: jeśli Europa ma przetrwać, musimy wytarzać federastów w smole i w pierzu (tradycyjny w takich przypadkach zabieg europejski!) i kopniakami wygonić na Grenlandię (niech tam czekają na „globalne ocieplenie”), przywrócić wartości europejskie – a na dziś, i to pilnie, zacząć naszych chłopców uczyć ZABIJAĆ!

W epilogu „W pustyni i w puszczy” Staś z pewny skrępowaniem oznajmia, że zabił Gebhra i jego kompanów. Na co ojciec zmarszczył brwi: „Słuchaj, Stasiu! Śmiercią nie wolno nikomu szafować, ale jeśli ktoś zagrozi twej ojczyźnie, życiu twej matki, siostry lub życiu kobiety, którą ci oddano w opiekę, to pal mu w łeb, ani pytaj, i nie czyń sobie z tego żadnych wyrzutów.”.

Podejrzewam, że z filmowej wersji tej książki to zdanie wyleciało. Podejrzewam, że znika również z nowych, „polit-poprawnych”, wy­dań.

Unia to pasożyt na Europie. Pasożyt ma metabolizm odwrotny od żywiciela. Żyje – bo te wartości jeszcze się kołacą (co widać po tym, że nie wszyscy przeszli JESZCZE na bezrobocie). Oczywiście: gdy ginie organizm, ginie i pasożyt. Federaści ostatnio nawet jak gdyby przejawiają pewne zaniepokojenie...

Powiedzmy jednak jasno: albo pozbędziemy się tego pasożyta – albo zginiemy wraz z nim!


 

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  9 IX 2010  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Tu macie Państwo wypowiedź JE Donalda Tuska w/s „afery hazardowej”:

 http://www.youtube.com/watch?v=DM2bG6kPArE&feature=player_embedded.

Naj­cie­kawszy jest fragment:  „Nie może być tak, by służby specjalne miały ponad­stan­dar­do­wy wpływ na wybór najwyższych władz państwowych”

To wypowiedź z października 2009. Przypominam – możecie Państwo sprawdzić w archiwum bloga – że tłuma­czyłem wtedy, że bezpieka zabroniła p.Tuskowi kandydować na prezydenta – gdyż utracił On jej zaufanie (chciał doprowadzić do dymisji JE Alek­sandra Grada – który tylko wykonywał pole­ce­nia bezpieki w/s sprzedaży stoczni).

Na koniec nasuwa się pytanie: A standardowy wpływ jest OK?

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  20 VII 2010  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Mamy masę problemów

Jakie to problemy? Ano: w jakim wieku można przechodzić na emeryturę? Czy w szkołach ma być religia? Czy w szkołach uczyć o homosiach - i jak? Ile dopłacać do kolei? Jak prywatyzować stocz­nie? Jak długi powinien był urlop górnika? Ile po­winna wynosić dopłata do biopaliw? Kto powinien wydawać koncesje na przewozy to­warów ciężarówkami? Czy soboty po­winny być wolne? Kto ma być prezesem TVP? Ile ciepła mogą przepusz­czać ściany domów? Kiedy przejść na "czas zimowy"? Czy do zapłodnień in vitro dopłacać tylko małżeń­stwom? Ile powinno wynosić stypendium sportowe II stopnia? Kogo powinien Minister Kultury mianować dy­rektorem Opery? W jakim wieku dzieci winny iść do szkoły...

...i tak dalej.

A teraz proszę sobie wyobrazić: w normalnym kraju – w którym o sobie decydują sami ludzie, a nie urzędnicy – nie mielibyśmy ŻADNEGO z tych i innych problemów!!!

I co „rozwiązywaliby” politycy, za co braliby w łapy urzędnicy i na czym zarabialiby dziennikarze?

A kto powiedział:

Pierwszym krokiem do zniewolenia ludzi jest przekonanie ich,

że ich prywatne problemy są „proble­mami społecznymi”  ?


JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  26 I 2010  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Problemy, problemy...

Mamy po­ważne pro­blemy z ko­le­jami. Ko­leja­rze są bardzo nie­za­do­woleni z za­robków, pa­saże­ro­wie narzekają, a po­datnik do tego do­płaca.

Mamy straszne pro­blemy z eduka­cją. Ro­dzice na­rze­kają na po­ziom na­uczania, na­uczy­ciele na­rze­kają na pen­sje, po­dat­nik do­płaca bar­dzo dużo.

Mamy po­tworne pro­blemy ze „Służbą Zdro­wia”. Leka­rze i pielę­gniarki co i raz strajkują, pa­cjenci stoją w ta­siem­co­wych kolej­kach i klną, na czym świat stoi – a po­dat­nik do­płaca ba­joń­skie sumy.

Mamy pro­blemy ze stocz­niami...

...i tak dalej. Czy zauwa­żyli Pań­stwo, ze wszyst­kie branże, z któ­rymi „mamy pro­blemy” – to branże pań­stwowe? Z pry­watnymi re­stau­ra­cjami, fabry­kami, klini­kami itd. – pro­blemów „jakoś” nie ma. Chyba, oczywiście, że pań­stwo zaczyna tym branżom „poma­gać”. Wtedy kło­poty się pojawiają. Na­tych­miast.

Dlaczego politycy i urzęd­nicy chcą, by coś było pań­stwowe - ro­zu­miem: lu­bią mieć pro­blemy do rozwiązywa­nia, bo wtedy są po­trzebni.

Ale dla­czego chcą tego wy­borcy??!!?

Dlaczego wyborcom za­leży by ONI mieli fol­wark, na któ­rym mogą kraść – i wyso­kie pen­sje za do­glą­danie tego fol­warku?

Oto jest py­tanie!


JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) 4 Stycznia 2010  (źródło: Korwin–Mikke w Interii )

Nowy Rok 2010

Nowy Rok – a przy wła­dzy te same partie – a właściwie: ci sami lu­dzie, którzy z ramienia bez­pieki or­ga­ni­zowali „Okrągły Stół”. Ci sami oszu­ści, zło­dzieje... i, co najgor­sze, głupki.

Dla­czego ONI są nadal u władzy? Bo Pań­stwo na NICH głosowa­li­ście!!

Minęło 20 lat od „Okrą­głego Stołu” – i recepta p. gen. Cze­sława Kisz­czaka nadal działa: „Raz wy­gry­wa­ją jedni, raz dru­dzy – a KORYTO czeka na zwy­cięz­ców”. Działa bez­błędnie. Jak któraś par­tia traci po­pular­ność, to za­kłada się nową, bę­dące w łapskach bezpieki,  tele­wizje    w try–miga wy­promują – i ci sami ludzie mogą spo­koj­nie rzą­dzić dalej.

ONI po pro­stu uważają – jak widać słusz­nie – że prze­ciętny wy­borca to idiota, któ­remu można wmó­wić wszystko. Czy bę­dzie to „po­tworna pan­demia świń­skiej grypy”, czy „Globalne Ocieple­nie” – jak te­lewi­zja po­każe, to ludzie uwierzą. I zapłacą.

I o to IM chodzi.

W tej chwili pod pretek­stem „walki z GLOB­CIem” znów pój­dzie w górę cena prądu. W tej chwili jest po­nad trzy razy wyż­sza niż mogłaby być, gdyby (1) reżym nie na­rzu­cał idio­tycz­nych przepi­sów, (2) elek­trow­nie były pry­watne i musiały ze sobą kon­kuro­wać.

Za­uważcie Państwo: ceny tele­fo­nów ko­mór­ko­wych i ich połą­czeń spa­dły przez 10 lat (uwzględ­niając in­fla­cję) po­nad sześcio­krotnie – bo ERA, PLUS, PLAY, ORANGE itd. muszą ze sobą kon­kuro­wać; w tym sa­mym czasie cena prądu z reżymo­wych elek­trowni po­szła w górę o ponad 30!!!

To chyba powinno każ­demu czło­wiekowi wy­star­czyć?

Pewno nie pamiętają już Pań­stwo, jak za „ko­muny” wszyst­kiego bra­ko­wało. Na przykład: w ZSRR bra­ko­wało mleka. Dla­czego bra­ko­wało? Bo reżym dbał o produkcję mleka – i dopłacał do niej. Efekt: mą­drzy koł­choźnicy jeździli do mia­sta, ku­powali tam mleko pro­dukowane przez koł­choźni­ków–fraje­rów, do którego do­płacał po­dat­nik... i odstawiali je do zlewni!! Proste?

Obecnie jest to samo. U nas to małe piwo. W takich Niemczech (tempo rozwoju: mi­nus 6 proc.) do­pła­ca się na przykład do prądu pro­du­kowa­nego przez wia­traki. Prąd taki jest sześć razy droż­szy. Efekt? Spryciarze mon­tują przy wiatra­kach sil­niczki, jak nawet wia­tru nie ma, to wiatrak pro­dukuje prąd (co prawda: wię­cej go zżera – ale jest to do­towane) – i sprzedają do sieci!! I dla­tego w Niem­czech cena prądu jest nie trzy razy wyż­sza niż mo­głaby być, ale cztery razy wyższa!

I potem dziwić się, że prze­mysł niemiecki ucieka na Ukrainę, a nawet do Chin...

Po­wtarzam: w całej Unii Eu­ro­pej­skiej rzą­dzą wa­riaci, oszu­ści, zło­dzieje i zwykli po­nurzy idioci. Oczy­wi­ście: zło­dzieje i oszuści są w tym cyrku naj­waż­niejsi. Po­patrz­cie na zdjęcia euro–komi­sa­rzy: czy ku­pi­liby­ście od któ­re­goś uży­wany sa­mo­chód?

Jak nie dać się oszu­kać? Najle­piej: w telewizji oglądać wy­łącznie me­cze, filmy i sztuki te­atralne. Żad­nych „Fak­tów”, „dzienni­ków” i „Wiado­mości” – i żadnych au­dy­cyj politycz­nych, bo tam ONI Was szpi­kują kłam­stwami. Kto nie po­trafi tego dema­sko­wać – a ONI są sprytni – niech po pro­stu nie oglą­da. Prawdy jest tam tyle, co w ogłosze­niach o zaletach prosz­ków do prania.

Po drugie: proszę uważnie pa­trzeć: która partia naj­wię­cej pie­nię­dzy wy­daje na wy­bory. Ci, co mają na ty­siące bill­boardów, albo już ukradli i chcą nadal kraść – albo chcą za­cząć kraść. Bo niby dla­czego tak im zależy, by być w Senacie lub Sej­mie?

Mnie nie zależy. Moja partia – obecnie na­zywa się „Wol­ność i prawo­rządność” – zakłada, że to Pań­stwu po­winno zależeć, by ICH wy­walić od władzy. Jeśli chce­cie za prąd płacić trzy razy mniej, a za lekar­stwa sześć razy mniej.

Mam na­dzieję, że w Nowym Roku pójdą Państwo po ro­zum do głowy – i będą gło­so­wali  na partie  NIE re­klamo­wane w TV. A jak nie?

No, to w Nowym roku nadal będą rzą­dzić ci sami oszu­ści.

Czego Pań­stwu nie ży­czę...

Bo ja sobie dam radę...


JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  22 XI 2009  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Ostatnie 10 dni niepodległości

Prasa bę­dąca na usłu­gach fe­dera­stów z trium­fem do­nosi, że mamy wy­branego „prezy­denta” i pa­nią „mi­ni­sterkę spraw za­gra­nicznych” Unii Euro­pej­skiej.

Przypomi­nam, że przed ratyfi­kacją trak­tatu li­zboń­skiego za­rzekano się, że to nie ża­den prezy­dent, tylko „prze­wodni­czący” – a Fran­cja nie ogło­siła re­feren­dum w sprawie przyję­cia tego trak­tatu, gdyż „Unia nie jest pań­stwem, bo nie ma ani hymnu, ani flagi”.

25 minut po podpi­sa­niu trak­tatu przez JE Wa­cława Klausa Eu­ropejski Try­bu­nał Spra­wie­dliwo­ści ogłosił, że w szko­łach trzeba bę­dzie po­zdej­mować krzyże; UE ma i pre­zy­denta, i pa­nią mi­ni­sterkę, i parla­ment, i hymn, i flagę – a dalej, bę­dzie szło bardzo szybko bo ONI mają już dzie­więć lat opóź­nie­nia w sto­sunku do planu.

Nie wie­rzący, że jest to spi­sek, niech spojrzą na pasz­porty: już od kilku lat nie są to pasz­porty polskie czy bry­tyj­skie – lecz „unijne”. Nowy „pre­zydent” za­po­wiada, że ujednolici po­datki (oczywi­ście!), usta­wo­daw­stwo – i ogra­niczy uży­wanie flag i go­deł 27 byłych już państw.

A ludzie? Mają to w no­sie!

 


JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  24 VI 2009  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Kary po szwedzku

P. Marcin Piechota, niewątpliwie po obej­rze­niu filmiku „Po­stęp po szwedzku” na­de­słał mi na­stę­pu­jący wy­cinek z Wi­kipe­dii:

"Szwecja ma bardzo łagodne prawo dla przestęp­ców. Wy­nika to z zało­żenia, że wiele prze­stępstw ma pod­łoże spo­łeczne i eko­no­miczne. Po­dobnie jak w więk­szo­ści kra­jów świata, nie ma tu kary śmierci, a za mor­der­stwo grozi kara od 5 do 15 lat wię­zienia. Ważną rolę pełni sys­tem re­so­cjaliza­cji więźniów"

To właśnie jest zna­komitą ilu­stracją tezy, że w krajach so­cjali­stycznych jed­nostka jest ZE­REM, jed­nostka się nie li­czy, jej czyny są bez większej warto­ści.

Doprowadźmy tę za­sadę: „... wiele prze­stępstw ma pod­łoże spo­łeczne i eko­no­miczne” do skraj­nej po­staci: to nie czło­wiek jest wi­nien tego, że zamordo­wał; winne jest społeczeń­stwo, że go źle wy­chowało.

Tym samym znika po­wód do ja­kiegokol­wiek ka­rania prze­stęp­ców. To prze­stępca, mor­du­jąc, słusznie uka­rał społe­czeństwo za to, że został przez nie źle wy­chowany!

I, oczywiście, jeśli jed­nostka np. zarobi za dużo pienię­dzy, to się jej ich więk­szość od­biera – bo to nie jest za­sługa No­bla, że wy­nalazł dynamit, lecz społe­czeń­stwa, że Go tak wy­cho­wało i wye­du­ko­wało!!!

Na szczęście dla siebie śp.Alfred Nobel żył jesz­cze we w miarę normal­nych cza­sach.

Lewica traktuje ludzi tak, jak my traktu­jemy krowę: nie krowa jest winna, że we­szła w szkodę, lecz jej właści­ciel! A wła­ścicie­lem wszystkich ”oby­wa­teli” jest pań­stwo. Dla­tego państwo ma prawo „reso­cjalizo­wać” swo­ich „obywa­teli” - w Związku So­wieckim w obo­zach pracy i w „psy­chusz­kach”. To Króle­stwo Szwe­cji pierw­sze (przed III Rze­szą!) wpro­wa­dziło lo­boto­mię ja­koś spo­sób po­stę­po­wania ze „spo­łecznie nieprzy­stoso­wa­nymi” pod­da­nymi - i eu­ge­nikę, w postaci przy­mu­sowej ka­stra­cji.

Proszę zwrócić uwagę na za­sadniczą róż­nicę: Pra­wica mówi: „Tu jest cennik: za to chło­sta, za to dwa lata, a za to Cię powie­simy. Je­steś wol­nym człowie­kiem, masz prawo wy­boru – usza­nujemy Twoją de­cy­zję”. Lewica sto­suje pre­wencję, stara się zapo­biegać przestęp­stwom – oczy­wiście: od­bierając oby­wate­lom wol­ność wy­boru. Tym sa­mym kara­nie, w miarę odbie­rania ko­lej­nych wol­ności, staje się coraz bardziej bez­sen­sowne. Jeśli w sa­mo­chodzie wpro­wa­dzimy urzą­dzenie au­to­matycznie ha­mu­jące w mo­men­cie zaist­nie­nia groź­nej sytu­acji, to w razie wy­padku nie bę­dzie winien kie­rowca, tylko urządze­nie!

Jednakże jedna zbrodnia jest przez so­cjali­stów ka­rana z całą bez­względ­no­ścią: zbrodnia nie za­pła­ce­nia podat­ków! Dziwne, ale Urzędy Skarbowe nawet w Królestwie Trzech Koron jakoś nie chcą przyjmować do wia­do­mo­ści, że to nie Svensson jest wi­nien, że nie za­płacił po­datku, lecz społe­czeń­stwo, że go źle wy­chowało – i w kon­se­kwen­cji to społe­czeństwo po­winno ten po­datek za Svens­sona zapła­cić!!

 


JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  20 X 2007  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Hodowla By­dła – czyliMA­NI­FEST NOR­MAL­NO­ŚCI

Dziwię się wam, lu­dzie....

...właśnie: czy jeszcze „lu­dzie”. Czy jesz­cze na świe­cie rzą­dzi Homo Sa­piens – czy już tylko Homo Sovie­ti­cus, albo jego na­stępca, Homo Eu­ro­pæus?

Od ponad stu lat „po­stę­powcy” wma­wiali w lu­dzi, że są tylko by­dlę­tami, że wła­ści­wie ni­czym nie róż­nią się od zwie­rząt – a w ja­kiejś ga­ze­cie, bo­daj „Wy­bor­czej”, prze­czy­ta­łem try­um­falny ar­ty­kuł, że „czło­wiek tylko czte­rema ge­nami różni się od sto­nogi”. I ta pro­pa­ganda odnio­sła sku­tek: lu­dzie sami uwa­żają się za by­dło – i po­zwa­lają trak­to­wać się jak by­dło.

Być może róż­nica mię­dzy czło­wie­kiem, a zwie­rzę­ciem jest tylko kul­tu­rowa – ale jest. Fi­zycz­nie mo­że­my się nie róż­nić, ale mamy du­szę – czy jak kto chce na­zy­wać tę cu­downą ce­chę czło­wieka. Być mo­że róż­nica jest mała – ale cała na­sza kul­tura dą­żyła, by ją po­więk­szać. Dzi­siej­sza anty–kul­tura stara się ją zmi­ni­ma­lizo­wać.

Różnica kul­tu­ralna mię­dzy czło­wie­kiem, a by­dląt­kiem, jest taka, że de­cy­zje czło­wieka sza­nu­jemy. De­cy­zji by­dlę­cia nie. By­dlę trzy­mamy na po­stronku, bo może zro­bić so­bie krzywdę albo wejść w szko­dę. Do­ro­sły męż­czy­zna zaś ma prawo zro­bić sobie krzywdę – a je­śli wy­rzą­dzi szkodę, to ma za nią za­pła­cić. I to jest ta pod­sta­wowa róż­nica.

Jak dzisiaj jeste­śmy trak­towani przez rządy: jak lu­dzie – czy jak by­dło? Jeśli ktoś każe mi za­piąć się pa­sem w moim wła­snym sa­mo­cho­dzie – to trak­tuje mnie do­kład­nie tak, jak chłop trak­tuje krowę...

...to znaczy: trak­to­wał. Prze­pisy Wspól­noty Eu­ro­pej­skiej, zdaje się, za­ka­zują trzy­ma­nia krowy na po­stron­ku; to ja w samo­cho­dzie mu­szę być przy­pięty. Na ra­zie za­pi­nam się sam, ale już nie­długo będą au­to­maty na­su­wa­jące na mnie pasy – i sa­mo­chód bez ich za­pię­cia nie ru­szy.

Krzywdy so­bie zrobić nie mo­żemy – ale za szkodę też nie pła­cimy: je­ste­śmy (pod przy­mu­sem) ubez­pie­czeni.

Doi się z nas pie­nią­dze – i za te pie­nią­dze utrzy­muje się całe stado, oraz sze­fo­stwo tej „Ani­mal Farm”. Tu nie ta po­etyka – ale nie­długo po­każę, że zdziera się z nas 83% za­ro­bio­nych pie­nię­dzy – i ONI wy­dają je za nas.

Co zrobiłby Nor­malny Czło­wiek, gdyby ktoś przy­szedł doń i po­wie­dział: „Czło­wieku: ile za­ra­biasz? 3000? Świet­nie! Daj mi z tego 2400, ja po­trącę na sie­bie 600, a po­zo­stałe 1800 wy­dam za ciebie – tak, że bę­dziesz bar­dziej za­do­wo­lony, niż gdy­byś sam wy­dał na sie­bie te 3000!”. Co by zro­bił Nor­malny Czło­wiek? Kopa w sem­pi­ternę – za drzwi!

Homo Euro­pæus po­ry­kuje z ra­do­ści, że ktoś chce się nim opie­ko­wać, i gło­suje na ta­kich, któ­rzy we­zmą mu jesz­cze wię­cej pie­nię­dzy – za obiet­nicę, że siano w żło­bie bę­dzie śwież­sze, niż do tej pory! Ma tylko jedną prośbę: by da­wać mniej owsa ko­niom, a tro­chę wię­cej siana im, kro­wom.

A konie rżą na od­wrotną melo­dię.

Rzygać mi się chce, gdy czy­tam, że „ro­dzice hisz­pań­scy wy­ra­zili ra­dość, że rząd zaj­mie się pro­ble­mem oty­ło­ści ich dzieci”. Moja suka wy­ka­zuje wię­cej roz­sądku: to ona karmi swoje szcze­niaki i – mi­mo uf­no­ści – z pew­nym po­dej­rze­niem pa­trzy, gdy im coś pod­ty­kam. A by­dlę? Krowa za­pewne się cie­szy, gdy ktoś zaj­muje się jej ciela­kiem...

Zgroza mnie bie­rze – bo na resztki nor­mal­nych ro­dzi­ców spa­dają ko­lejne ciosy. Ostat­nio „pol­ski” „Rząd” szy­kuje ustawę ka­rzącą grzywną 5000 zł ro­dzi­ców, któ­rzy nie za­szczepią swo­ich dzieci!! Tyle się pi­sze, że nie­które szcze­pie­nia mogą być szko­dliwe – i nic! Nadal „rząd” wie le­piej, jak opie­ko­wać się moim dziec­kiem. W in­te­re­sie firm far­ma­ceu­tycz­nych prze­ra­bia się lu­dzi na by­dlęta. Ale gdyby nie by­ło to w in­te­re­sie firm far­ma­ceu­tycz­nych – by­łoby tak samo źle, tylko jesz­cze głu­piej.

Bydło nie myśli. By­dłu serwuje się ha­sełka typu: Wszyst­kie dzieci są na­sze. Żadne z by­dląt prze­cież nie po­my­śli, że to ozna­cza: Moje dziecko nie jest już moje; jest na­sze. Co w prak­tyce ozna­cza, że to p.Minister je szczepi, je wy­cho­wuje... Cóż: szcze­niak bę­dzie moim psem, bę­dzie mi słu­żył – więc jest nor­malne, że to ja, a nie jego ro­dzice, pies i suka, de­cy­dują o tre­su­rze. Ale żeby tak samo z czło­wie­kiem?

Przecież gdy w 1901 roku rząd pru­ski po­sta­nowił zmie­nić tylko ję­zyk,w ja­kim wy­kła­dany był je­den przed­miot (re­li­gia) nie zmie­niając jego tre­ści – we Wrze­śni wy­buch­nął strajk szkolny. Dziś ko­lejni mi­ni­stro­wie zmie­niają tre­ści pro­gra­mów, we­dle swej woli wy­mie­niają przed­mioty – a ro­dzice to po­kor­nie ak­cep­tują, li­żąc do­brych pa­nów po rę­kach – że tak dbają o ich dzieci.

Tak robi moja suka. Ale czło­wiek?

Dwa lata temu w USA, w Utah, dziecko było pod­dane che­mio­te­ra­pii. Po kilku mie­sią­cach tej nie­przy­jem­nej ku­ra­cji, część le­ka­rzy twier­dziła, że już wy­star­czy – a część, że trzeba ją jesz­cze kon­ty­nu­ować. Na nie­szczę­ście wśród tych ostat­nich był le­karz prowa­dzący (który miał prze­cież in­te­res w kon­tynu­acji – bo brał za to spore pie­nią­dze...). Ro­dzice mimo to za­brali dziecko ze szpi­tala. Efekt: ści­gała ich po­li­cja – i oskar­żono ich o kid­nap­ping!!!

Cóż:dawniej „kid­nap­pin­giem” było za­bra­nie dziecka ro­dzi­com. Te­raz dzieci są „na­sze”, czyli pań­st­wo­we; i ro­dzice bez­czel­nie ukra­dli pań­stwowe dziecko, cu­dzą wła­sność!

Co zrobi far­mer, gdy byk z krową wy­pro­wa­dzą, ła­miąc ogro­dze­nie,swoje cielę z za­grody, gdzie on je umie­ś­cił? Przy­leje obojgu by­dla­kom – a cielę umieści tam, gdzie on chce.

To właśnie ro­bią z nami ONI.

Jeśli już je­ste­śmy przy zwie­rzę­tach: ONI mają jesz­cze inne piękne ha­sełko: „Zwie­rzęta na­leży trak­to­wać tak samo, jak lu­dzi. Piękne ha­sło – do­póki się nie doj­rzy, że jest ono rów­no­ważne ha­słu: Lu­dzi na­leży trak­to­wać tak samo jak zwie­rzęta. Dziś jest „wola poli­tyczna” by sta­rusz­kom apliko­wać eu­tha­na­zję; prze­cież do­kład­nie to samo robi się z in­nymi by­dlę­tami – czy–ż nie?

Ludzie: czy jesz­cze je­ste­ście ludźmi – czy tylko by­dlę­tami?

Oczywiście: zaw­sze więk­szość lu­dzi chciała, by się nimi opie­ko­wać – byle do­brze. Szli więc do­bro­wol­nie pod opiekę feu­da­łów, wi­sieli u klamki pań­skiej – i byli za­do­wo­leni. Jed­nak do­piero d***kracja spo­wo­do­wała, z ta Więk­szość na­rzuciła swe oby­czaje resz­cie. „Ja lu­bię, jak mnie pod przy­mu­sem szczot­kują i przy­ci­nają ko­pyta – to niech wszyst­kich pod przy­mu­sem szczot­kują i przy­ci­nają ko­pyta”.

Czasem mam wraże­nie że ONI te­stują swoje by­dełko, do ja­kiego stop­nia już zgłu­piało i można zro­bić z nim, co się chce. Do czego in­nego mogą słu­żyć ta­kie po­my­sły jak „mał­żeń­stwa ho­mo­siów”? Jed­nak w miarę, jak to trwa i się roz­wija, za­czy­nam mieć prze­ra­ża­jące po­dej­rze­nie:

ONI, dwa po­kole­nia wcze­śniej lu­dzie in­teli­gentni, wy­chowy­wali swoje dzieci w tych sa­mych szko­łach – i obec­nie ONI, to... rów­nież by­dlęta! Durne, tępe by­dlaki ma­rzące tylko żar­ciu, pi­ciu i eks­ce­sach sek­su­al­nych.

Widać to po sprawie „global­nego ocie­ple­nia”. ONI na­prawdę wy­dają się wie­rzyć, w „za­gra­ża­jące nam” ocie­ple­nie! Choć prze­cież nie trzeba robić ba­dań geo­lo­gicz­nych: wy­star­czy wie­dzieć,że „Gren­lan­dia” to ląd, na któ­rym ok. 900 roku kwitły cy­tryny – a, jak też wiemy, Eu­ropa nie zo­stała wtedy za­la­na przez ocean. Trzeba też być kom­plet­nym kre­ty­nem, by uwie­rzyć, że lo­dowce An­tark­tydy, ogrzane z –40°C do –35°C – za­leją na­gle cały świat.

A ONI wydają się sami w to wie­rzyć. Nad­zorcy by­dła stali się głupsi od chu­doby, którą się opie­kują...

Piszę to – po raz któ­ryś po­wta­rza­jąc te my­śli – jak roz­bi­tek,który wrzuca pa­pier w bu­telce w od­męt oce­anu In­ter­netu. Prze­cież gdzieś jesz­cze są LU­DZIE! Nie je­stem na świe­cie sam, nie  wszy­scy jesz­cze zby­dlę­cieli do cna, w nie­któ­rych tli się jesz­cze iskra czło­wie­czeń­stwa! Zbun­tujmy się, do cho­lery! Obal­my ten sys­tem!

Jak można go­dzić się na ustrój, w któ­rym by­dlęta de­cy­dują o lo­sie lu­dzi? Ja nie mam nic prze­ciwko te­mu, by ktoś chciał być trak­to­wany jak niero­ga­ci­zna – czyli żyć w „pań­stwie opie­kuń­czym”. Ale czło­wiek, który nie chce de­cy­do­wać o wła­snym lo­sie, nie po­wi­nien w gło­so­wa­niu de­cy­do­wać o lo­sie in­nych!

Bydło niech so­bie po­ry­kuje – a my mu­simy żyć! By­dło my­śli o peł­nym żło­bie – my my­ślimy w wy­pra­wach w Ko­smos. Przy­szłość Ludz­ko­ści (je­śli ma prze­trwać) za­leży od tego, czy zwy­ciężą lu­dzie – czy by­d­lęta? Czy wy­gra Rozum – czy Liczba?

I nie ma tu zna­czenia, czy rzą­dzi, SLD, PiS, PO czy PSL; nie­za­leż­nie od tego liczba urzędni­ków ro­śnie, co­raz wię­cej prze­pi­sów ogra­ni­cza na­szą wol­ność... Jak długo mo­żemy to zno­sić?

Na szczęście ten sys­tem już jest zgniły. Na­wet by­dlątka za­czy­nają ro­zu­mieć, że rzą­dzące nimi świ­nie roz­piły się, zde­mo­ra­li­zo­wały – i nie są już od nich mą­drzej­sze. Ko­niec jest bli­ski. Mu­simy się więc z'­o­r­g­a­n­izować, by być go­towi do stwo­rze­nia zrę­bów Pań­stwa Wol­no­ści – w momen­cie gdy gdy cała ta an­ty–eu­ro­pej­ska „Wspól­nota Eu­ro­pej­ska” za­cznie trzesz­czeć w szwach.

To już nie­długo. Za­cznijmy się szy­ko­wać.


JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  26 II 2008  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Prawda o „rzą­dach L**u”

D***kracja – wbrew pra­niu mó­zgów w TV, szko­łach i wszę­dzie – nie daje wol­ności; prze­ciw­nie: jest kla­sycz­nym ustro­jem to­tali­tar­nym. D***kracja ozna­cza, że p.Pipścińska z Pcimci­mia, p.Iksiński z Tu­tu­lej­ko­wic, panna Kazi­miera Szczu­kówna, p.Stefan Nie­siołow­ski, p.Anna So­becka i mi­liony in­nych ta­kich de­cy­dują o moim ży­ciu i ogra­ni­czają moją Wol­ność – czego nie­na­wi­dzę – a za to ja mam prawo w gło­so­wa­niu ogra­ni­czyć Wol­ność pp.Pipściń­skiej, Szczu­kówny, So­bec­kiej, Ik­siń­skiego, Nie­sio­łow­skiego i mi­lio­nów in­nych – co mi na cho­lerę nie jest po­trzebne i w do­datku za­biera mi czas!

Jest to więc ustrój z zało­że­nia po­wo­du­jący po­tworny bała­gan.

Co więcej: jest to ustrój, jako się rze­kło, to­tali­tarny. W d***kracji Więk­szość (cza­sem tylko po­trzebna jest więk­szość 2/3) może zro­bić z mniej­szo­ścią WSZYSTKO. Naj­gor­szy Ty­ran cza­sem ma su­mie­nie, cza­sem boi się Boga (bo a nuż ist­nieje?), cza­sem wspo­mni matkę, na ogół ma dzieci, na pewno boi się, że jak za­nadto zale­zie lu­dziom za skórę, to ktoś go może za­dźgać, za­strzelić lub otruć, mogą go wresz­cie od­su­nąć od wła­dzy – a po­nadto we wła­snym do­brze ro­zu­mia­nym in­te­re­sie chce na ogół, by kraj się bo­ga­cił, a na pewno: by rósł w siłę.

Natomiast Więk­szość jest ab­so­lut­nie nie­od­po­wie­dzialna; Więk­szo­ści nie można wy­truć, wy­strze­lać ani za­dźgać, nie można uka­rać za podję­cie złej de­cy­zji. Więk­szość nie czuje się od­po­wie­dzialna ani nie ma su­mienia („Prze­cież gdy­bym ja za tym nie gło­sował, to i tak by­łaby więk­szość ZA...”). Więk­szość jest głu­pia i okrutna – pa­mię­tajmy, że to Pi­łat Pon­cjusz, oku­pant, pra­gnął Chry­stusa urato­wać – a Więk­szość (po­nad 2/3...) swoja­ków darła się „Ukrzy­żuj Go!”. To Więk­szość opo­wiada się zaw­sze za naj­głup­szym ro­dza­jem ustroju nie­wol­ni­czego, czyli za so­cja­li­zmem.

Dlatego nie­na­wi­dzę d***kracji – i całe ży­cie po­świę­cam zwal­cza­niu nie tego czy in­nego po­li­tyka, nie tej czy in­nej par­tii – lecz raka, który zżera na­szą (czy jesz­cze na­szą?) cy­wili­za­cję:   D***KRACJI !

 


JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  10 VII 2008  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Było to napi­sane oczywi­ście znacznie wcze­śniej, ale od­ma­wiano opu­bli­ko­wa­nia.

O Je­dwab­nem – na po­ważnie.

„Rzeczpo­spo­lita” rze­telnie rela­cjo­nuje spór o spraw­stwo zbrodni w Je­dwab­nem. W spo­rze za­bie­rają głos ar­che­olo­dzy, hi­sto­rycy, aryt­metycy (od li­cze­nia pomor­do­wa­nych) wresz­cie mo­rali­ści. Zdu­miewa mnie, że przez cały ten czas nikt nie po­ru­szył na tych ła­mach strony prawno–po­li­tycz­nej.

Postaram się to więc uczy­nić. Prze­pra­szam za pewną oschłość wy­wo­dów.

1. Najpierw pro­blem. Nie ulega kwe­stii, że w Je­dwab­nem po­peł­niona zo­stała zbrod­nia. Nie pod­lega też dys­ku­sji, że brali w niej udział Po­lacy i Niemcy. Z tej okazji Ży­dzi do­ma­gają się od Pola­ków prze­pro­sin.

2. JE Alek­san­der Kwa­śniew­ski za­po­wie­dział, że w dniu 10 lipca so­len­nie prze­prosi. Po­wstaje pod­sta­wowe py­ta­nie: jako kto, kogo i w czyim imie­niu? Dziwne, ale wszy­scy pole­miści po­mi­jają te kwe­stie; ich wła­śnie do­ty­czą ni­niej­sze, bar­dzo pre­cy­zyjne, roz­wa­ża­nia.

3. Ogromna więk­szość tek­stów mówi ogól­ni­kowo o „zbrodni Pola­ków”, cza­sem „zbrodni Niem­ców” , lub „zbrodni nazi­stów” po­peł­nio­nej na „Ży­dach”. Jed­nak nie są to kate­gorie po­li­tyczno–prawne lecz mętne dy­wa­ga­cje hu­ma­ni­stów. Nie­któ­rzy (bo prze­cież nie wszy­scy!!) Ży­dzi do­ma­gają się prze­pro­sin od „Pola­ków”. Tym­cza­sem jest oczy­wi­ste, że p.Aleksan­der Kwa­śniew­ski nie jest „pre­zy­den­tem Pola­ków” – i nie ma ab­so­lut­nie żad­nego prawa prze­ma­wiać w imie­niu Pola­ków nie bę­dą­cych oby­wa­te­lami III RP!!! Kto twier­dzi ina­czej – jest na­cjo­na­li­stą. Po­nie­waż zaś nie ist­nieje żadna osoba re­pre­zen­tu­jąca „wszyst­kich Po­la­ków” – przeto nikt taki prze­pro­sić „w imie­niu Po­la­ków” nie może. Na­wet, gdyby „wszy­scy Po­lacy” byli za coś od­po­wie­dzialni.

4. Jest też pyta­nie: „Kogo?” Dla­czego miałby przepra­szać „na­ród ży­dow­ski” za mord w Je­dwab­nem – a nie „na­ród ro­syj­ski” za dzia­łal­ność Fe­liksa E.Dzierżyń­skiego w CzeKa? Dzier­żyń­ski osobi­ście od­po­wiada za za­mor­do­wa­nie setek ty­sięcy Ro­sjan (oraz, na­wia­sem pi­sząc, znacznie większej liczby Ży­dów, niż liczba za­mor­dowa­nych w Je­dwab­nem!). Czy dla­tego (prze­pra­szam za zło­śli­wość) nie mamy prze­pra­szać za F.E.D., że p.Kwa­śniew­ski za­ak­cepto­wał argu­menta­cję nie­któ­rych ra­bi­nów, że gdy żyd po­rzuci wiarę i za­pi­sze się do so­cjali­stów, to już nie jest Ży­dem i Ży­dzi za niego nie po­no­szą od­po­wie­dzial­no­ści – więc, per analo­giam, je­śli Po­lak po­rzuci ka­toli­cyzm i za­pi­sze się do so­cjali­stów, to już „na­ród pol­ski” za jego czyny nie od­po­wiada? )

5. Jako „Pre­zy­dent obywa­teli III RP” – wśród któ­rych są lu­dzie róż­nej naro­do­wo­ści (w tym i Ży­dzi) a mogą się na­wet znaj­do­wać ofiary, które ucie­kły z owej sto­doły – p.Aleksan­der Kwa­śniew­ski też nie może prze­pra­szać. By­łoby to bar­dzo wy­so­kim nie­tak­tem! Nie wiem, czym za­winił Ży­dom z Je­dwab­nego np. p.Emanuel Oli­sa­debe?

6. Wreszcie p.Kwa­śniew­ski może chcieć prze­pra­szać jako Głowa Pań­stwa Pol­skiego. Jed­nakże – i to trzeba stanow­czo pod­kre­ślić – żadne pań­stwo pol­skie ni­czym w spra­wie tej zbrodni nie za­wi­niło! Zbrodni tej nie or­gani­zo­wał, nie po­ma­gał w jej do­kona­niu, ani do niej nie za­chęcał jaki­kol­wiek przed­stawi­ciel jakie­go­kol­wiek pań­stwa pol­skiego – na­wet ma­rio­netko­wej „Ge­ne­ralnej Gu­berni”!! Żadne też pań­stwo pol­skie – ani Rząd Lon­dyń­ski ani tzw. Pań­stwo Pod­ziemne – nie miało też żad­nej możli­wo­ści, by prze­szko­dzić w tej zbrodni.

7. Odpo­wie­dzial­ność pań­stwa nie ma nic wspól­nego z „od­po­wie­dzial­no­ścią na­rodu’ (o ile cos ta­kiego ist­nieje). Je­śli Pre­zy­dent Re­pu­bliki Fe­de­ralnej Nie­miec prze­pra­sza w imie­niu RFN za zbrod­nie wo­jenne (i RFN płaci za nie od­szko­do­wa­nia) to nie dla­tego, że zbrodni do­ko­nali „Niemcy” – lecz dla­tego, ze do­ko­nała ich III Rze­sza, a RFN uznała się de iure za spad­ko­biercę III Rze­szy. Jest to bar­dzo ważne od­róż­nie­nie: gdyby ko­men­dan­tem KL „Au­schwitz–Bir­ke­nau” był mia­no­wany przez Hi­tlera Ukra­iniec, a całą za­łogę sta­no­wili na­jemni Mu­rzyni, Ara­bo­wie i Chiń­czycy, to od­po­wie­dzial­ność RFN nie by­łaby ani o iotę mniej­sza, gdyż no­si­liby oni nie­miec­kie mun­dury i wy­ko­ny­wali roz­kazy kie­row­nic­twa III Rze­szy. Za ew. zbrod­nie Le­gii Cu­dzo­ziem­skiej od­po­wiada Re­pu­blika Fran­cu­ska – a nie pań­stwa któ­rych oby­wa­te­lami są (lub kraje z któ­rych po­cho­dzą) żoł­nie­rze Le­gii!

8. Tym sa­mym pań­stwo pol­skie nie ma nic wspól­nego ze zbrod­nią w Je­dwab­nem – i p.Kwa­śniew­ski nie może prze­pra­szać rów­nież w tym cha­rakte­rze.

By zrozu­mieć non­sens uży­wa­nych kon­struk­cyj praw­nych wy­obraźmy so­bie, że Sta­lin ina­czej po­dzie­lił Eu­ropę Wschod­nią – i Je­dwabne znala­zło się w grani­cach Biało­ru­skiej SRS, a obec­nie Re­pu­bliki Biało­ru­skiej. Czy za tę zbrod­nię po­wi­nien wtedy prze­pra­szać JE Alek­san­der Łu­ka­szenka? A ja­kie ta zmiana ma zna­cze­nie dla miesz­kańca np. Ślą­ska czy Wiel­ko­pol­ski??!? W oby­dwu przy­pad­kach nie ma on tak samo nic wspól­nego z tą zbrod­nią.

9. Państwo pol­skie – czyli obec­nie: III RP – mo­głoby zro­bić w tej spra­wie tylko jedno: ko­rzy­sta­jąc z pre­ce­densu no­rym­ber­skiego (że zbrod­nie „lu­do­bój­stwa” nie ule­gają przedaw­nie­niu) zna­leźć pol­skich zbrodnia­rzy z Je­dwab­nego (jeśli jesz­cze żyją – i jeśli nie zo­stali już raz skazani – non bis idem!). Jest to jed­nak kosz­towne i mę­czące – na­to­miast prze­pra­sza­nie idzie po­li­ty­kom gładko – i za­pew­nia temu, kto prze­pra­sza, zna­ko­mite pu­bli­city: 30 se­kund w te­lewi­zjach po­łowy świata! Jest to więc droga ła­twiej­sza i przy­jem­niej­sza.

10. Kto za­tem od­po­wiada za zbrod­nię w Je­dwab­nem? Zróbmy pe­wien my­ślowy eks­pe­ry­ment.

Dziś wojska polskie wkra­czają na Ukra­inę. Rząd ukra­iń­ski emi­gruje na Cypr, woj­sko pol­skie zaj­muje Lwów. We Lwo­wie do­cho­dzi do po­gromu Ży­dów na dużą skalę – gi­nie pa­rę­set osób. Kto jest za to od­po­wie­dzialny?

Oczywiście nie pań­stwo ukraiń­skie, które nie ist­nieje, a w każ­dym ra­zie nie pa­nuje nad Lwo­wem. Zgod­nie z Kon­wen­cją Haską cał­ko­witą od­po­wie­dzial­ność za bez­pie­czeń­stwo prawne te­ry­to­riów oku­powa­nych po­nosi oku­pant. Czyli w tym przy­padku by­łaby to Pol­ska.

11. Z do­kład­nie tych sa­mych powo­dów oku­pant po­nosi od­po­wie­dzial­no­ści za wy­da­rze­nia w Je­dwab­nem – bo tylko on ma jed­nostki poli­cyjne i woj­skowe mo­gące sku­tecz­nie za­po­biec zbrodni. W owych dniach oku­pan­tem Je­dwab­nego i oko­lic była III Rze­sza Nie­miecka.

12. Z czego bezdy­sku­syj­nie wy­nika, że tym, który 10 lipca powi­nien sta­nąć przed sto­dołą w Je­dwab­nem i uro­czy­ście przepro­sić, jest JE Jan Rau, Pre­zy­dent Re­pu­bliki Fe­de­ral­nej Nie­miec. Tym bar­dziej, że III Rze­sza spra­wo­wała nad tym te­re­nem kon­trolę nie tylko for­malną, ale i fak­tyczną: umundu­ro­wane for­ma­cje nie­miec­kie były na miej­scu. W do­datku, jak się wy­daje, ra­czej za­chę­cały do rzezi, a może nawet ją orga­ni­zo­wały i czyn­nie po­ma­gały – niż po­wstrzy­my­wały zbrod­nia­rzy. Zresztą z całą pew­no­ścią za­chę­cała do tego propa­ganda rzą­dzą­cych III Rze­szą na­rodo­wych so­cjali­stów.

13. Podkre­ślam jed­nak z ca­łym na­ci­skiem: na­wet gdyby wła­dze III Rze­szy do mordu nie za­chę­cały, nie or­gani­zo­wały i nie po­ma­gały – to i tak cała od­po­wie­dzial­ność spo­czy­wa­łaby na pań­stwie nie­miec­kim. Co, oczywi­ście, nie wy­klu­cza in­dy­wi­dual­nego ka­ra­nia zbrod­nia­rzy (co, na­wia­sem pi­sząc, po­wi­nien był uczy­nić już apa­rat spra­wie­dli­wo­ści III Rze­szy; choć pa­no­wał tam ustrój so­cja­li­styczny, to jed­nak prawo jesz­cze w niej obo­wiązy­wało – a prawo III Rze­szy nie po­zwa­lało jed­nym lu­dziom bez­kar­nie mor­do­wać in­nych. Było to za­strze­żone – i to w ściśle okre­ślo­nych przy­pad­kach – dla funkcjona­riu­szów ów­cze­snego re­żymu. Były przy­padki, że funk­cjona­riu­sze Oświę­ci­mia wędro­wali kar­nie na front wschodni za ude­rze­nie więź­nia!).

14. Z ana­lo­gicz­nych po­wo­dów za zbrod­nię, w któ­rej współ­uczest­ni­czyli niektó­rzy miesz­kańcy Je­dwab­nego, nie mogą od­po­wia­dać inni miesz­kańcy, ani wła­dze mia­steczka. Na­wia­sem pi­sząc do­piero ostat­nio hi­sto­rycy wy­ja­śnili nam rzecz w tej sprawie pod­sta­wową: czy ów­cze­sny bur­mistrz (imię i na­zwi­sko – pro­simy!) rzą­dził jesz­cze z no­mi­na­cji so­wiec­kiej – czy już z hi­tle­row­skiej? Bo tego, że nie po­cho­dził z wybo­rów, ani nie był mia­no­wany przez rząd Lon­dyń­ski – by­łem nie­mal pe­wien. Oka­zało się, że mia­no­wali go już na­ro­dowi so­cjali­ści – a więc rów­nież w aspek­cie lo­kal­nym od­powie­dzial­ność spo­czywa na oku­pan­cie hi­tle­row­skim.

15. Tym sa­mym wszel­kie dy­wa­ga­cje o od­po­wie­dzial­no­ści „oby­wa­teli Pol­ski”, „Na­rodu Pol­skiego” czy „pań­stwa pol­skiego” są bez­sen­sowne – a przepra­szać nikt nie tylko nie po­wi­nien, ale i nie ma prawa. Ta­kie prze­pro­siny czło­wieka, peł­nią­cego obo­wiązki pre­zy­denta, mo­głyby po­cią­gnąć za sobą np. żąda­nia od­szkodo­wań – a do za­cią­ga­nia ta­kich zo­bo­wią­zań Pan Prezy­dent nie ma kon­stytu­cyj­nego upo­waż­nie­nia. Prze­pra­szając w imie­niu III RP p.Kwa­śniew­ski na­ra­ziłby się na od­po­wie­dzial­ność kon­stytu­cyjną.

16. Prze­pra­szać p.Kwa­śniew­ski mógłby co naj­wy­żej w Swoim wła­snym imie­niu – je­śli czuje się On za te zbrod­nie od­po­wie­dzialny, oczywi­ście. Nadal jed­nak po­wstaje wąt­pli­wość, czy można przy tak uro­czy­stym ak­cie od­róż­nić pry­watną Osobę p.Aleksan­dra Kwa­śniew­skiego – od JE Alek­san­dra Kwa­śniew­skiego, Głowy Pań­stwa? Może po­wi­nien wy­stą­pić prze­pa­sany biało–czer­wona szarfą – a przed ak­tem prze­pro­sin uro­czy­ście ją zdjąć i odło­żyć na bok?

17) Pod­sta­wową przy­czyną po­ja­wiają­cych się pa­ra­dok­sów jest to, ze poję­cie „winy” od­nosi się w ję­zyku pol­skim wy­łącz­nie do jed­no­stek; na­sza kul­tura nie uznaje od­po­wie­dzial­no­ści zbio­ro­wej. Zwo­len­nicy po­pu­la­ry­zo­wa­nej i u nas w okre­sie so­wiety­za­cji azja­tycko–ży­dow­sko–ko­mu­ni­stycz­nej kon­cepcji ko­lek­tywu zde­rzają się tu z wy­znaw­cami in­dy­wi­du­ali­stycz­nej kon­cepcji grecko–ła­ciń­sko–chrze­ści­jań­skiej – i wza­jemnie się nie ro­zu­mieją...

18) Ostat­nim, roz­pacz­liwym, ar­gu­men­tem zwo­lenni­ków prze­pra­sza­nia jest, iż wpraw­dzie „odpo­wie­dzial­ność zbio­rowa” nie po­winna być sto­so­wana, ale skoro jako Po­lak od­czu­wam sa­tys­fak­cję ze zwy­cięstw re­pre­zenta­cji Pol­ski – to po­wi­nie­nem rów­nież prze­pra­szać za Po­la­ków. Ana­lo­gia ta jest wa­dliwa.

19) Odpo­wied­ni­kiem od­czu­wa­nia satys­fak­cji jest od­czu­wa­nie przy­kro­ści – a nie „prze­pra­sza­nie”. Je­śli re­pre­zen­ta­cja Pol­ski wy­grała z Wa­lią, to mogę (nie muszę – je­śli np. wy­grała nie­za­służe­nie!) odczu­wać sa­tys­fak­cję – ale nie wiąże się z tym obo­wią­zek ani gra­tu­lo­wa­nia re­pre­zen­tan­tom ani ro­bie­nia cze­go­kol­wiek w sto­sunku do Wa­lii!! My­ślę, że wielu Pola­kom istot­nie jest wstyd z po­wodu zbrodni w Je­dwab­nem – i dla­tego do­brze, że o niej się wresz­cie pi­sze – ale na tym się to koń­czy.

20) Z Walią wy­grała re­pre­zenta­cja Pol­ski – se­lek­cjo­no­wana, ofi­cjal­nie mia­no­wana i do­fi­nan­so­wy­wana przeze mnie (choć wbrew mo­jej woli, ze ścią­gnię­tych pod przy­mu­sem po­dat­ków); gdyby z po­dwór­kową dru­żyną w Car­diff wy­grała przy­pad­kowa 11–tka pra­cują­cych tam na czarno ro­bot­ni­ków bu­dowla­nych na­ro­do­wo­ści pol­skiej – moja sa­tys­fak­cja by­łaby żadna. Mor­dercy z Je­dwab­nego przez ni­kogo nie byli wy­bie­rani do re­pre­zento­wa­nia Pol­ski – i są w ta­kim sa­mym stop­niu re­pre­zenta­tywni dla Pola­ków, jak p.Tymote­usz McVe­igh, ter­ro­ry­sta z Okla­homy, jest re­pre­zen­ta­tywny dla Ame­ryka­nów.

21) Przy­mus prze­prasza­nia bar­dzo szko­dzi. Pa­mię­tam, że jako dziecko po­trąci­łem w parku prze­chod­nia. Krzyk­ną­łem w biegu „Prze­pra­szam”, było mi nieco przy­kro – ale ra­czej z po­wodu nie­zgrabno­ści. Jed­nak ciotka ka­zała mi wró­cić do niego i for­mal­nie prze­pro­sić. Zrobi­łem to – ale miej­sce uczu­cia lek­kiego wstydu za­jęło we mnie (na parę mi­nut) uczu­cie nie­nawi­ści do czło­wieka, przed któ­rym mu­sia­łem się upoko­rzyć.

Jeśli nie­które śro­dowiska chcą wy­wo­łać nie­na­wiść Pola­ków do Ży­dów – to nie­źle im się to udaje. Jeż­dżąc (dużo!) po kraju ob­ser­wuję wy­raźną zmianę w tym kie­runku w po­równa­niu z sytu­acją sprzed roku.

I tym ludz­kim ak­cen­tem koń­czę te su­che roz­wa­ża­nia.

Oto link do wypowiedzi Prezydenta Aleksandra Kwaśniweskiego w Jedwabnym 

 

JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  25 VIII 2008  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Socjalizm: ustrój ma­łych, pa­zer­nych gra­bież­ców

W I pro­gramie „Pol­skiego” Radio w au­dy­cji p.red.Ry­szarda Bu­gaja od­była się dys­ku­sja o Ame­ryce – i bo­daj p.red.Maciej Wie­rzyński (je­śli do­brze roz­pozna­łem Jego głos) za­chwa­lał to, że Amery­ka­nie nie są za­wistni, że chęt­nie każ­demu po­ma­gają itd.

Ta obser­wacją jest – a przy­najm­niej: była (bo te­raz w USA so­cja­li­za­cja po­stę­puje na po­tęgę) – ba­nal­nie praw­dziwa. W pro­gra­mie nie wspo­mniano jed­nak o przy­czy­nach, dla któ­rych np. w Pol­sce pa­nuje wza­jemna za­wiść – a w USA: nie.

Tą przy­czyną jest to, że Ame­ryka­nie, jako je­dyny na­ród w no­wo­żyt­nej hi­sto­rii, bar­dzo długo żyli w ka­pi­ta­liź­mie. A Eu­ropa, zwłasz­cza Wschod­nia – zu­pełnie nie.

W kapitali­zmie każdy pra­gnie się wzbo­gacić – ale też w jego in­te­re­sie leży, by wzbo­gacił się są­siad. Jak są­siad jest bo­gaty, to łatwiej w ra­zie czego po­może, chęt­niej coś ode mnie kupi, może tro­chę taniej co sprzeda? Mniej chęt­nie ukrad­nie mi coś z ogródka... Opłaca się mieć bo­ga­tego są­siada.

Bogatemu sąsia­dowi za­leży rów­nież, bym ja się wzbo­gacił. War­tość jego domu ma­leje, jeśli obok bę­dzie stał marny dom bie­daka. Z chęcią bę­dzie więc po­ma­gał uboż­szemu sąsia­dowi w bo­ga­ceniu się. Mniej chętnie ukradnie on wtedy coś z jego ogródka...

Zupełnie in­a­czej jest w so­cja­liźmie. W so­cja­liź­mie pie­nią­dze są lu­dziom ra­bo­wane przez pań­stwo, które część roz­krada, część mar­nuje – a z reszty two­rzy tzw. „fun­dusz spo­ży­cia zbioro­wego”.

Życie w so­cja­liźmie po­lega więc na tym, by z tego „fun­du­szu” wy­rwać jak naj­wię­cej – oczy­wi­ście: kosz­tem są­siada. Lu­dzie wy­cho­wani w so­cja­liź­mie mają głę­boko za­ko­rze­nione, słuszne zresztą, prze­kona­nie, że zysk mój ozna­cza stratę są­siada – i od­wrotnie. Jak inni we­pchają się do ko­lejki po „dar­mowe le­cze­nie” - to ja mu­szę cze­kać pół roku... Jak on do­sta­nie zasi­łek – to dla mnie nie wy­star­czy. Jak pań­stwo da eme­ry­tom – to nie star­cza dla renci­stów; jak da na­uczy­cie­lom – to nie star­cza na bez­robot­nych.

W socja­liźmie każdy każ­demu jest wil­kiem. Je­śli więc socjali­ści na­prawdę chcą, by w lu­dziach kształ­ciły się po­stawy pro-spo­łeczne, to po­winni opowia­dać się za Dzi­kim, Dra­pież­nym, Kapi­tali­zmem.

 

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  16 X 2011  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Kolejny krok ku barbarzyństwu

Po kolei padają bastiony naszej cywilizacji, zanikają jej zasady. Jest to efekt tego, że chamów na­uczono czytać i pisać – i dano im prawo głosu.

Więc teraz większością głosów krok po kroku anulują cywilizację.

Nie obowiązuje już zasada: „Prawo nie działa wstecz”, zanika zasada onus probandi: „To oskarżo­nemu trzeba udowodnić winę – nie on ma dowodzić, że jest niewinny” - a zasada „Chcącemu nie dzieje się krzywda” jest ła­mana na każdym kroku.

W tej chwili zanika zasada „res iudicata”. Parlament Republiki Słowackiej przegłosował, że nie zwięk­szy po­mocy dla Grecji – no to kazano mu głosować po raz drugi. Uchwalił więc, co mu kazano – wie­dząc, że w prze­ciwnym przypadku będzie musiał gło­sować jeszcze sto razy...

A gdzie powaga rzeczy osądzonej? Wszystkie akty prawne stały się teraz mało poważne – skoro można je unieważniać kolej­nymi głosowaniami...

Cóż: Irlandczycy, kilkakrotnie głosując w referendum, przetarli drogę kolejnej fali barbarii.

 

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  29 X 2011  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Obsesja płci  [ fragment ]

Dlaczego nikt na świecie nie zajmuje się tym, że w Polsce startuje ktoś po przeszczepie wątroby – a zajmuje się tym, że startuje ktoś po przeszczepie genitaliów?

Odpowiedź jest prosta:

Dlatego, że Lewica cierpi na obsesję płciową.

Na taką obsesję cierpią zazwyczaj impotenci – nic, tylko gadają o płci. Wystarczy więc popatrzeć, ile dzieci mają lewicowcy, a ile prawicowcy.

I staje się jasne, kto o TYM tylko gada – a kto TO robi!


JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  4 X 2013 http://korwin-mikke.pl/blog/wpis/kwintesencja_naiwnosci/1953   

Kwintesencja naiwności

P.Tomek Wójtowicz napisał na FB: „Każdy jest pewny co do swoich przekonań i myśli, że stworzy idealne państwo - tylko nikt nie myśli jakie mogą być skutki uboczne takiej polityki; bo zawsze są. Nie da rady każdemu dogodzić. Trzeba znaleźć wspólną płaszczyznę między różnymi grupami społecz­nymi. Na dzień dzisiejszy nie widzę żadnej partii, która mogła by wprowadzić zrów­noważony rozwój na podstawie sprawiedliwości, racjonalnego po­dejścia i społecznego pragmatyzmu...

Postępowcy w swej bezbrzeżnej naiwności, pewni swej intelektualnej głębi, produkują takie sentencje na kilogramy. Zacytowa­łem – i będę analizował - te, bo jest to bełkot (przepraszam, p.Tomku!) wręcz niewiarygodnie typowy.

Pierwsze zdanie jest absolutnie prawdziwe. Dlatego Nowa Prawica nie chce tworzyć „idealnego” państwa – bo takie próby nie­odmiennie kończą się stworzeniem... więzienia. Chcemy tylko zapewnić ludziom prawo do dążenia do szczęścia (cytat z Konsty­tucji USA) – i kompletnie nas nie interesuje, czy będą szczęśliwi jako ojcowie rodzin, czy np. zaćpają się na śmierć. Chcemy, by każdy był kowalem własnego losu.

Zdanie drugie to banał: „Nie da rady każdemu dogodzić”. Toteż nawet nie będziemy próbować komukolwiek dogadzać!

Następne zdanie jest niebezpieczne: „Trzeba znaleźć wspólną płaszczyznę między różnymi grupami społecznymi”. Otóż nie mam pojęcia, co to jest „wspólna płaszczyzna między grupami” - nie wiem nawet do jakiej kategorii logicznej ta „płaszczyzna” należy - i stawiam złotówki przeciwko okrusz­kom, że p.Tomek też nie ma pojęcia. Użył sloganu, który po prostu nic nie znaczy – ale ten, kto go używa, albo jest cwaniakiem, który chce wywrzeć na innych wrażenie, że jest bardzo mądry - albo po prostu sam myśli, że wie, co to znaczy.

To drugie jest niesłychanie niebezpieczne. P.Tomku! Jeśli Pan NATYCHMIAST nie powie sobie: „Nie będę mówił o rzeczach, któ­rych nie potrafię zdefi­niować” („Wspólna płaszczyzna między grupami jest to (tu genus proximum), które od niewspólnych płaszczyzn rożni się (tu differentia specifica) a od płaszczyzn między jednostkami różni się (druga differentia specifica) – pozo­stanie Pan nadętym bucem plotącym bez ładu i składu – albo, co gorsza, politykiem unijnym.

To nie koniec analizy tego zdania: p.Tomek chce, by podmiotami były „grupy społeczne”. Otóż to też właśnie niesłychanie nie­bezpieczne – bo wytwa­rza konflikty, których w normalnym dyskursie politycznym nie ma! („Socjalizm jest to ustrój, w którym bo­hatersko pokonuje się problemy nie znane w żadnym innym ustroju...” - kto to powiedział?)

W normalnym społeczeństwie dyrektor szkoły w Pcimiu Dolnym kłóci się z nauczycielem Kowalskim o wysokość pensji – a w Pcimiu Górnym robi to inny dyrektor z innym nauczycielem. Każda ze szkół ma inne możliwości finansowe, inne warunki, każdy nauczyciel ma inne zdolności (w ogóle nie ma dwóch identycznych ludzi!) nie istnieje więc żaden związek między wysokością pensji jednego, a wysokością pensji drugiego!

Jeśli natomiast zaczną ze sobą dyskutować ZZNauczycieli ze ZZ Właścicieli Szkół (lub, nie daj Boże, z państwem!!) to natych­miast sprawa się kompli­kuje. Zaczynają się groźby strajków, protestów, lockoutów, pojawiają się eksperci mówiący o sprawie­dliwości społecznej mierzonej różnicą mediany zarobków kobiet w porównaniu do 0,83 mediany zarobków mężczyzn – a trafiają się nawet eksperci używający tu różniczek i całek!!

Tymczasem jest to w świetle zdania: „Nie istnieje żaden związek między wysokością pensji jednego z wysokością pensji dru­giego” kompletny nonsens. Dlaczego jeśli podniesiono Kowalskiemu, to należy podnieść Wiśniewskiemu??!!!?????

Państwo powinno więc przyjąć, jak to zwięźle ujęła śp.Małgorzata baronowa Thatcherowa: „Żadne grupy społeczne nie istnieją; istnieją tylko jednostki i rodziny. Nie robi jednak tego – bo tabuny przemądrzałych ekspertów (z tych negocjacyj żyjących) oraz polityków (żyjących z obiecywania czegoś róż­nym grupom społecznym – grupom, bo tylko wtedy otrzymują hurtem setki tysięcy głosów!) zapewniają maluczkich, że tak właśnie musi być.

Thatcherowa miała absolutną rację. Wszelako, choć nikt nigdy nie widział „grupy społecznej”, politycy takie grupy sztucznie two­rzą – by „tworzyć wspólne płaszczyzny”. Na tworzeniu takich „płaszczyzn” zarabia się znacznie, znacznie więcej niż na tworzeniu np. realnej płaszczyzny asfaltu pokry­wającej most...

Tworzenie takich grup jest niesłychanie łatwe. Ot: badamy, ile średnio zarabiają bruneci, a ile blondyni. Powiedzmy, że bruneci zarabiają o 10% więcej. I już można utworzyć Stowarzyszenie Blondynów – domagające się by bruneci płacili 3% „janosikowego”, które byłoby przekazywane blondynom. Na co Stowarzyszenie Brunetów...

Bajka? Skąd-że znowu! Przecież dokładnie to samo zrobiono z mężczyznami i kobietami. Normalnie mężczyzna ze swoją kobietą tworzą team przeciwko innym takim parom – w dzisiejszym (od XX wieku) społeczeństwie rodzinę rozbito i mówi się wręcz o „wojnie płci”!!!

Mam nadzieję, że w rzeczywistości średnia zarobków blondynów jest taka sama, jak brunetów – nie uda się więc wprowadzić tego konfliktu. Zresztą: zawsze można się przefarbować... Jednak znam podział (którego Państwo nigdy, na szczęście, w polityce nie używacie!) gdzie jedna z grup zarabia znacznie więcej, niż inna. Nie napiszę, o jakie grupy chodzi – a są one zdefiniowane precyzyjnie, znacznie lepiej, niż bruneci i blondyni – bo któryś z polityków mógłby to istotnie wykorzystać. Trzeba bowiem pamię­tać o panującej w d***kracji zasadzie: „Wymyśl największe głupstwo – a ONI je zrobią!

I zdanie ostatnie: "Na dzień dzisiejszy nie widzę żadnej partii, która mogła by wprowadzić zrównoważony rozwój na podstawie sprawiedliwości, racjo­nalnego podejścia i społecznego pragmatyzmu...”

Tak jest, p.Tomku: KNP nie będzie „wprowadzał rozwoju”. W Ameryce w XVIII i XIX wieku żadna partia nie „wprowadzała roz­woju”: rozwój wprowadzali rolnicy, inżynierowie, wynalazcy, robotnicy, kapitaliści, kupcy – każdy na własną grabę, nie pogrupo­wani w żaden „grupy społeczne”; dzisiejszy kupiec jutro mógł zostać rolnikiem, a robotnik - kapitalistą. Państwo miało tylko nie przeszkadzać w tym rozwoju i wykonywać wyroki sądów (oczywiście żad­nych „pozwów zbiorowych”, czyli komunistycznych, wtedy nie było!!).

Nie wiem, dlaczego rozwój miałby być „zrównoważony” - i co to właściwie znaczy? Leniom ma dobrobyt wzrastać tak samo, jak pracusiom? A może p.Tomek uważa, że rozwój:

100 – 101 – 102 – 103 – 104 – 105 – 106 – 107 – 108 – 109 – 110 – 111 – 112...

jest „lepszy” niż rozwój:

100 – 115 – 117 –  99 – 120 – 140 – 115 – 170 – 140 - 130 – 170 – 190 – 210 ?

Niech Pan sam się zastanowi: czy Pan sam wie, o co Panu chodziło?

I proszę mi nie odpowiadać, że postulat „zrównoważonego rozwoju” widział Pan w pracach wybitnych ekonomistów. Myśl Pan sam! „Wybitni” eko­nomiści bardzo często – zwłaszcza w naszych czasach – bełkocą i bredzą. Za to dziś można dostać nawet i Nobla...

Państwo nie powinno zajmować się rozwojem, w szczególności opartym na zasadzie sprawiedliwości. Od wymierzania sprawie­dliwości jest zdrowy rozsądek – a w ostateczności: sądy. „Racjonalne zaś podejście” wymaga, by nie przeszkadzać – obawiam się jednak, że p.Tomek rozumie przez to, że państwo powinno pilnować, by proporcja produkowanych butów i skarpetek była właściwa, racjonalnie uzasadniona. Tymczasem my nie wiemy, jaka liczba skarpetek czy stali jest „racjonalnie uzasadniona” - i nie tylko nie mamy zamiaru się dowiedzieć, ale twierdzimy, że takie zwierzę nie istnieje. „Ra­cjonalnie uzasadniona” - a i to tylko do pewnego stopnia - może być co najwyżej liczba czołgów.

Oczywiście przy takim podejściu 99% ekonomistów, polityków, urzędników i wszelkich optymalizatorów jest zbędnych. Będą musieli zająć się produk­cją butów, rakiet kosmicznych czy fryzjerstwem. Czymś pożytecznym.

Wreszcie „społeczny pragmatyzm” oznacza zapewne, że nie mamy dążyć do robienia tego, co jest słuszne – lecz powinniśmy dojść do ugody z rozma­itymi „grupami społecznymi” co zapewni nam beztroskie sprawowanie władzy przez dziesięciolecia. Ro­bić nie to, co jest słuszne – lecz to, co zapewni nam głosy w następnych wyborach.

Do nieuniknionego krachu takiego państwa.

Jak widać: bardzo poważnie potraktowałem te kilka zdań młodego człowieka. Mam nadzieje, że zrozumie – i zejdzie z drogi, na którą wkroczył.

A zresztą: każdy jest kowalem własnego losu...