O demokracji          O Jedwabnem              O szczepieniach          Zastanawiające

 

       Molestowanie?           JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  21 XI 2017

Niedawno znów podpadłem towarzyszce Iratxe Garcíi Pérez (a także towarzyszce unio–komisarce Korynnie Crețu) twier­dze­niem, że pro­blemy demograficzne są skutkiem wyrywania kobiet z domów, gdzie były paniami domu, i po­słaniem ich do nie­wolniczej pracy za­wodo­wej. Jak wia­domoulubionym zajęciem kapitalistów jest wy­zyskiwanie lu­dzi pracy – i te wszystkie fe­minazistki są w gruncie rze­czy agent­kami kapitalistów, pragną­cych, aby dostarczać im jak najwięcej materiału do wyzy­ski­wa­nia. A także do mo­lestowania. Z tym molestowa­niem w pracy to też nie jest tak. Przede wszystkim trzeba pa­miętać, że męż­czyzna idzie do pracy by (a) zarobić dużo pienię­dzy (b – doty­czy to tylko części mężczyzn) by zre­alizować swoje marze­nia: zbudować lepszą ra­kietę ko­smiczną czy przerobić świat na lepszy. Nato­miast ko­bieta idzie na studia albo do pracy po to, by zna­leźć tam męża (albo przy­najmniej kochanka). Napisałem to prze­czytaniu w Sieci porady dla ja­kiejś dziewczyny, która ni­kogo nie znalazła. Zawodowa do­radczyni napisała wprost: idź do pracy, tam gdzie jest dużo mło­dych męż­czyzn – a na pewno znajdziesz. Przed napisaniem tego po­święciłem minutę na przeszukanie googla – i tego jest tam pełno. Najlepsza jest goo.gl/bDawsC wypo­wiedź kobiety, która jest temu przeciwna, ale przy­znaje w ty­tule: „Małżeń­stwo, życiowy cel każ­dego człowieka płci żeń­skiej” i pisze „Ostatnio sobie zda­łam z tego sprawę. (...) Nie dziecko, nie willa z base­nem, nie wy­płata z czte­rema ze­rami, ani nawet bi­kini body. Celem ży­ciowym, który mamy zako­dowany w DNA, w pamięci krótkotrwa­łej i długo­trwałej, w mózgu jest… zostanie żoną. (…) Idź na studia – po­znasz męża. Idź do pracy – po­znasz męża. Jedź na bab­skie wakacje – po­znasz męża. Idź na wesele przyjaciółki – poznasz brata pana młodego, czyli może poznasz męża. Wyjdźże w końcu z domu, może ktoś cię jeszcze zechce. Zaloguj się na por­talu rand­kowym, gar­bata nie je­steś, niebrzydka, jesz­cze bę­dziesz szczęśliwa, choćby z drugim mężem…”. Oczy­wiście są ko­biety, które idą do pracy po to, by np. badać bakte­rie – i tu na­suwa się śp.Maria Skłodowska (która, tak nawiasem, znalazła w labora­to­rium śp.Piotra Curie...) – ale są to ab­solutne wyjątki. I oto tym kobietom, które w 90% marzą o tym, by znaleźć MĘŻA i mieć własny DOM, a w nim wła­sne DZIECI – na siłę na­rzuca się moralny obowią­zek, niemal konieczność: idź do pracy zawodowej, „realizuj się”. Temu ce­lowi sprzyja niesły­chanie silna propa­ganda (w Par­lamencie Euro­pej­skim zostałem przez dwie wspomniane panie zaatakowany za chęć... dys­krymino­wania kobiet!!). Jednak temu sprzyja też cały system go­spodarczy i podat­kowy. Prze­cież gdyby nie dofi­nanso­wy­wanie żłob­ków, przedszkoli i komu­nikacji miej­skiej połowa małżeństw by so­bie wyliczyła, że praca poza domem jest dla ko­biet nieopła­calna. Druga połowa by so­bie wyliczyła, że jeśli mąż zara­bia 70.000 zł, a żona 40.000 zł, to zapłacą od tego 19.800 zł po­datku docho­dowego. Jeśli na­tomiast ona poświęci się pracy w domu, a on, uwolniony od części obowiąz­ków za­robi 110.000 zł, to za­płacą od tego 23.226,08 zł – czyli w su­mie grzywna za nieposłanie żony do miejsca, gdzie można ją molestować wynosi 3426 zł! Więcej niż średni mie­sięczny zarobek ko­biety w Polsce!! Otóż mężatka wy­rwana z domu na ogół nie chce być mole­stowana. Co innego dziewczyna, która poszła na studia lub do pracy by znaleźć męża! Jeśli nikt jej nie podrywa, nie zaczepia, nie mole­stuje – to czuje się gor­sza, nie doceniona jako ko­bieta! Kobiety w po­goni za mężem za­kładają więc co­raz krótsze spód­niczki i no­szą co­raz większe dekolty. W śre­dniowieczu kobiety były wysoko cenione. To męż­czyźni musieli je zdo­bywać i walczyć o ich względy, więc nosiły długie do ziemi suk­nie. Obecnie pozycja kobiet jest słaba, bo to one muszą walczyć o znalezienie męża – więc, bie­daczki, kuszą wszystkich, pokazując to, co tam mają.

I to jest ta „dyskryminacja”.

JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  18 XI 2017

CHRZEŚCIJAŃSKA MYŚL EKONOMICZNA stanowi kie­runek badania wpływu znaczenia Przykazań Dekalogu: „NIE KRAD­NIJ" i „NIE PO­ŻĄ­DAJ WŁASNOŚCI BLIŹ­NIEGO" na gospodarkę i ekonomię. Wnioski z wyników tych badań warto wykorzy­stywać w nauce eko­nomii i poli­tyce gospodarczej. Ponieważ aż dwa Przykazania mają za cel ochronę własności człowieka, czyli ochronę własności pry­watnej, to znaczy, że Stwórca nadał nie­na­ruszal­ności instytucji własności prywatnej wysoką rangę. Stanowi ona dobro nierozerwalne z człowie­czeń­stwem.

Pod pojęciem „WŁASNOŚĆ PRYWATNA" rozumie się oczywiście, dobro uczciwie nabyte przez człowieka, a nie do­bro przez niego po­sia­dane, lecz nabyte drogą ja­kiegokolwiek rodzaju kradzieży. Wyniki badań powyż­szego wpływu okazują się re­wela­cyjne. Okazuje się, że ła­manie przez ludzi i ich rządy Przykazania „Nie krad­nij", po­prze­dzane na ogół łamaniem Przyka­zania „Nie pożądaj własności bliź­niego", czyli po prostu kra­dzież, jest główną przyczyną, lub samą istotą, prawie wszyst­kich po­ważnych krajowych i międzynarodo­wych pro­ble­mów i kry­zysów gospo­darczych wiodących do biedy i różnych nie­pożąda­nych efektów społecznych. lm po­wszech­niejsze zjawi­sko kra­dzieży – we wszelkich jej for­mach, a szczególnie w formie gra­bieży zalegalizowa­nej przez państwo i po­pełnia­nej na różne spo­soby, czę­sto „w maje­sta­cie prawa" na oby­wate­lach, tym po­waż­niejsze ha­mowanie rozwoju go­spodarczego i dobro­bytu.

Do tych sposobów zaliczyć należy między innymi:

1) zaciąganie pożyczek państwowych bez wiedzy i zgody obywateli, którzy wraz ze swym potomstwem po­życzki te będą mu­sieli spła­cać;

2) drukowanie papierowych pieniędzy bez ich pokrycia w przyroście bogactwa narodowego, co powoduje in­fla­cję i obniża­nie wartości pie­nię­dzy już posiadanych przez obywateli;

3) przyznawanie przez władze różnych licencji, mono­poli i innych przywilejów wybranym ludziom lub gru­pom lu­dzi, kosztem wszyst­kich po­zo­stałych;

4) tworzenie w instytucjach państwowych tak zwanych stanowisk pracy, pracy bezproduktywnej i pasożytni­czej, bę­dącej przy­krywką do dzielenia się pieniędzmi z kieszeni podatnika;

5) sprzecznie z zasadą równości wszystkich obywateli wobec prawa, zalecane przez Marksa opodatkowanie wy­biór­cze (pro­gre­sywne) lu­dzi zamożniejszych, a tym samym karanie ich za to, że w gospodarce rynkowej stali się nimi dzięki swej pracowi­tości, zaradności, uczci­wości, wyrzeczeniom, oszczędzaniu i zaspokajaniu potrzeb in­nych ludzi owocami swej działalności; 

6) opodatkowanie na cele nie służące dobru całego społeczeństwa, lecz tylko niektórych jego grup;

7) łamanie prawa podaży i popytu, przez narzucanie cen minimalnych lub maksymalnych za jakieś dobra – a więc okradając wła­ści­ciela da­nego dobra z prawa do swo­bodnego dysponowania swą własnością;

8) szerzenie i praktykowanie korupcji poprzez tworzenie korupcjogennych urzędów dla „swych" ludzi i ochrona ich działań drogo kosz­tują­cych całe społeczeństwo;

9) praktykowanie socjalizmu poprzez bezpośrednią kon­fiskatę własności prywatnej na rzecz państwa i jego róż­nych insty­tu­cji; itd., itd..

W świetle powyższego jasne jest dlaczego państwa so­cjalistyczne i „opiekuńcze" oparte na „uszczuplaniu" i konfi­skacie wła­sności pry­watnej prowadzą kraje do bankructwa, a rodziny i społeczeństwa do rozkładu.

Przyjęcie powyższego do wiadomości powinno być szczególnie łatwo akceptowane przez nas, chrześcijan, dla któ­rych De­kalog bę­dący zbio­rem nakazów i zakazów pochodzących od Stwórcy, jest jednym z filarów wiary. Szczegól­nie czujni winni­śmy być na znacze­nie nieraz spoty­kanych haseł o potrzebie realizacji zasad sprawie­dli­wości spo­łecznej (co między innymi jest wyrażone w Artykule 2 obecnie obo­wią­zującej Konstytucji). Niestety czę­sto bywają one pośrednim wzywaniem do ła­ma­nia Przykazania X („Nie pożądaj żad­nej rzeczy na­le­żącej do bliź­niego") i do przymusowego wyrównywania między­ludz­kich nierówności majątko­wych i spo­łecznych, drogą zale­galizowanej gra­bieży i kra­dzieży gwałcącej Przykazanie VII „Nie kradnij!" i chrześcijański nakaz mi­łości bliź­niego. Rzeczone ha­sła są często inspiro­wane przez różnych popleczników marksizmu, któ­rego, jak wiadomo, jed­nym z podstawowych do­gmatów jest ko­nieczność likwidacji własności pry­watnej. Nie­opatrzna akcep­tacja ta­kich haseł przez ka­toli­ków, mimo, że nig­dzie w Piśmie Świętym nie ma potępienia, a na­wet tylko dez­apro­baty nierów­ności międzyludzkich, stanowi suk­ces infiltracji wrogiej chrześcijaństwu ide­ologii marksi­stowskiej do Ko­ścioła. Chrze­ścijań­ska myśl eko­no­miczna służyć może za narzędzie intelektualne w zwal­czaniu tej infiltracji. Niezależnie od tego zachęca ona pa­triotów pra­gną­cych jak najlepiej dla swego kraju, aby nie pozwalali rządzą­cym na ustanawia­nie i egzekwowa­nie praw okrada­nia obywateli przez państwo, a do­pro­wadzali do likwidacji ta­kich praw już istnie­ją­cych…

JAN MICHAŁ MAŁEK

JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  10 XI 2017

Podczas konferencji prasowej politycy Wolności wypo­wiedzieli się na temat zmian, które zaszły w Polsce przed dwa lata od ob­jęcia rzą­dów przez Zjednoczoną Prawicę.

 

– Dzisiaj na Twitterze trwa ostra walka o największy ab­surd, który uchwalił PiS. Łeb w łeb idą ze sobą >>apteka dla apteka­rza<< i likwi­da­cja przemysłu futrzarskiego – skonkludował europoseł Janusz Korwin–Mikke.

Poseł Jacek Wilk stwierdził z kolei, że „całą politykę obecnego rządu można określić skrótem, którego uży­wam, czyli KEFIR, od słów ko­lek­ty­wizm, etatyzm, fiska­lizm, interwencjonizm i redystrybucja – jednym słowem, socja­lizm. W od­niesieniu do pla­nowa­nej rekon­strukcji rady mini­strów, chciałbym zauważyć, że będzie ona po­zorna, a główni akto­rzy tego rządu będą nadal zasiadali na swoich sta­nowiskach, a mam tutaj przede wszyst­kim na myśli „super­mini­stra” Mateusza Morawieckiego, który ma uzyskać jeszcze więcej uprawnień oraz mini­stra Zbi­gniewa Ziobrę. Działania rządu idą w kierunku dokładnie od­wrotnym do wolności go­spodarczej, obni­żania i upraszcza­nia podat­ków czy de­regulacje. Takie działanie musi się skończyć, ponieważ socjalizm musi się skończyć w mo­men­cie, kiedy kończą się cudze pie­niądze. Już te­raz widać zresztą, że budżet pęka w szwach”.

Wiceprezes Konrad Berkowicz w swojej wypowiedzi za­znaczył, że aktualny rząd promuje rozwiązania typowo so­cjali­styczne.

– Widać jak na dłoni, że rząd nie chce uwolnić gospo­darki, a rozszerza zamordyzm. Zamiast obniżyć podatki, które przecież płacą wszyst­kie rodziny, podwyższa je, rzucając ludziom ochłap w postaci 500+. Zamiast uwol­nić branżę budowlaną z biu­ro­kra­cji i ob­ciążeń podatko­wych, sam bierze się za budowanie bloków w ramach pro­gramu Miesz­kanie+. Zamiast uwolnić inne branże, nisz­czy branżę e–pa­pierosów, nakła­da­jąc na nie horren­dalną akcyzę, niszczy przemysł futrzarski, niszczy branżę apte­karską. To jest z całą pewności najbar­dziej wrogi wol­no­ści go­spodarczej rząd. Dlatego trzeba po­wiedzieć mocno – Jaro­sław Ka­czyński już zdo­był tytuł Człowieka Wolno­ści od tygodnika „W Sieci”. To tak jakby Adolf Hitler otrzymał od czasopisma założo­nego przez NSDAP nagrodę „Przyja­ciela Żydów” – stwier­dził p. Berko­wicz.

P. Artur Jabłoński, członek Prezydium Wolności, pod­sumował: „Nie ma możliwości, żeby w tym systemie do­ko­nać zmian, które pro­wa­dzi­łyby do pozytywnych efek­tów. Socjalizmu nie da się uratować, socjalizm należy za­stą­pić czymś, co się spraw­dza. Ten system jest nie­wy­pałem, a PiS włożył ogromną energię, żeby go bronić i umac­niać. Wszystkie uchwalone przez par­lament re­gu­lacje, które miały nam ułatwić życie, tak naprawdę je komplikują”.

Problem krzywoprzysiężczyń        18 I 2016

Kiedyś dziewczynka zobaczyła, jak chłopiec siusia; po­patrzyła uważnie – i skomentowała: „Bardzo prak­tyczne!”

Kobiety mają umysł praktyczny, kompletnie nie intere­suje ich abstrakcja. Oczywiście: mówimy o kobietach prze­cięt­nych i prze­cięt­nych męż­czyznach – bo istnieją faceci kompletne głąby w abstrakcji – i kobiety dające sobie nie­źle radę w matema­tyce (choć parę lat temu wi­działem listę 800 – chyba półfinalistów – Olimpiady Fizyki Teore­tycz­nej: ani jednej kobiety!). Ko­biet nie interesuje „piękno ro­zumowania”: kobiety inte­resuje wynik. Prak­tyczny.

Piszę to, bo JE Zbigniew Ziobro postanowił wziąć się za fałszywych świadków. O ile sposób rozumienia prawa przez p.Ziobrę jest mi (co naj­mniej...) obcy – o tyle w tej sprawie popieram Go całkowicie.

Fałszywi świadkowie są plagą sądownictwa. Na ogół prokuratury nie sporządzają aktów oskarżenia – a jeśli spo­rzą­dzają, to sądy unie­win­niają (!) – a jeśli skazują, to – jak donosi „Rzeczpospolita” – prawie 100% wyroków jest w za­wie­szeniu.

Krzywoprzysięstwo – to jeden z najważniejszych wy­stępków. Stanowi złamanie Przykazania: „Nie będziesz mó­wił fałszy­wego świadec­twa przeciw bliźniemu twemu”. I słusznie jest to uznane za jeden z najcięż­szych grze­chów: jak sądy mają orzekać, gdy nie mają choć 90% prze­ko­nania, że świadkowie mówią prawdę?!?

W szczególności plagą są zeznania kobiet w sprawach rodzinnych. Kobiety łżą tu jak najęte (a raczej: jak po­pro­szone) – i czują się (i słusz­nie...) kompletnie bezkarne.

Opisze tu przypadek mojej pierwszej Żony. Zeznawała jako świadek w procesie o dzieci swojej koleżanki. Wró­ciła – i opowie­działa mi o roz­prawie (koleżanka wygrała, oczywiście) w której zeznała, że mąż koleżanki ją bił.

– A czy Ty to widziałaś? – spytałem zainteresowany.

– Nie.

– No to dlaczego tak zeznałaś??!??!!?

– Bo przecież ona mi to powiedziała!! I prosiła, bym to potwierdziła!

Moją Żonę bardzo kochałem, więc nie poleciałem z do­nosem do prokuratury (co zresztą niczego by nie zmie­niło...). Nie zdoła­łem Jej też na­mówić do zmiany zeznań. Powiedziała, że Jej zdaniem dzieci powinny przypaść ko­leżance – a takie ar­gumenty, że ist­nieje coś ta­kiego jak Prawda czy Uczciwość – kompletnie od Niej odpa­dały. Do­bro (przez Nią rozumiane...) tych konkret­nych dzieci było ważniej­sze, niż ja­kieś–tam abstrakcje.

Na to nie ma sposobu. Kobiety tak rozumują – i koniec. Dlatego w sądownictwie np. szwajcarskim przyjmo­wało się (nie wiem, czy teraz tego nie zmieniono), że potrzeba zgodnych zeznań dwóch kobiet by zrównowa­żyć zezna­nie jed­nego męż­czyzny.

Jeśli JE Zbigniew Ziobro tę zmianę przeprowadzi, sta­niemy przed dylematem: albo masowo wsadzać te nie­szczę­sne stwo­rze­nia na osiem lat do kryminału – albo... potraktować kobiety ulgowo, ale jednak przyjąć, że do poważ­nego po­traktowania po­trzeba zeznań dwóch ko­biet...

Ołow, tylko ołów!                                                      JKM  15 Stycznia 2015

P.Marek Magierowski zamieścił w „Rz” (12–I, s.A11) p/t „Ołówek czy ołów” kilka słów prawdy: „Wszyscy wzięli udział w wielkiej mani­fe­stacji na uli­cach Paryża w imię obrony »europejskich wartości«. (…) Czy jednak Hollande, Merkel, Came­ron, Rajoy, Renzi, Tusk, Juncker, Schulz i Ko­pacz wie­dzą, czym są »europejskie wartości«? (…) Czy zdają so­bie sprawę, że członkowskie redakcji „Charlie Hebdo”, którzy stali się męczen­nikami tej ba­ta­lii, przez większość swojego życia za­wodowego nie zajmowali się niczym innym jak tylko podważaniem, deptaniem, wy­śmiewa­niem wszystkich możliwych war­tości?”

Jest to fragment tezy, głoszonej przeze mnie od kilkunastu lat – tezy, z którą nie odważa się nawet dyskutować, nie od­waża się jej nawet za­uwa­żyć ża­den reżymowy „uczony” – bo wprawdzie łagrów na Kamczatce już nie ma, ale grantu na swoje prace to już nie do­stanie...

Teza ta brzmi:

Wartości unijne są dokładną odwrotnością war­tości europejskich”

Zróbmy szybki przegląd tych wartości:

W Europie obowiązuje kara śmierci przynajmniej dla dla morderców ; w Unii kara śmierci została zniesiona... na­wet pod­czas wojny(!!!!)

W Europie obowiązuje zasada: „Kto nie pracuje, niech też i nie je”; w Unii system zasiłków zapewnia każdemu nie tylko jedzenie, ale i „mini­mum so­cjalne”.

W Europie starannie rozważa się argumenty ZA i PRZE­CIW; w Unii liczy się głosy

W Europie dzieci należą do rodziców; w Unii dzieci nalezą do państwa, które dyktuje rodzicom, co mają z nimi ro­bić – i ma prawo dziecko ro­dzi­com, pod byle pretekstem, ode­brać.

W Europie w chłopcach od maleńkości rozwija się natu­ralną agresję; w Unii agresję u dzieci – ze szczególnym uwzględ­nieniem wła­śnie chłop­ców – się tępi.

W Europie rządzą mężczyźni; w Unii panuje (na szczęście: tylko teoretycznie...) „równouprawnienie”

W Europie panuje religia (katolicka, protestancka, prawo­sławna, żydowska, nawet islam – ale religia); Unia jest pro­gra­mowo i agre­sywnie ate­istyczna.

W Europie homoseksualizm to zboczenie (tolerowane, wy­drwiwane albo i karane) – w Unii to normalny, a nawet pre­fe­ro­wany rodzaj życia „sek­sual­nego”.

W Europie obowiązuje zasada Ulpiana: „Chcącemu nie dzieje się krzywda”; Unia, „państwo opiekuńcze”, dla mo­jego do­bra naka­zuje mi lub za­ka­zuje tysięcy normalnych czynności – bym sobie przypadkiem krzywdy nie zrobił.

W Europie rządzi zasada: „Kto nie ryzykuje – ten nie je”; ryzykanci są podziwiani; w Unii ryzyko jest redukowane do nie­zbędnego mini­mum, na ry­zy­kantów patrzy się jak na wariatów. W ostateczności możemy ryzykować... po uprzed­nim się ubezpieczeniu.

W Europie 99% ustrojów to monarchie (w ostateczności: republiki); w Unii niekwestionowanym ideałem jest naj­głup­szy ustrój świata, czyli de­mo­kra­cja.

W Europie ludzie wolni mogli mieć broń; w Unii posiadanie broni jest zakazane.

W Europie każdy może otwarcie głosić, że jest dumny ze swojego narodu albo i rasy; w Unii jest to tępione jako na­cjo­na­lizm, szowi­nizm i ra­sizm.

I tak dalej. W Unii wszystko stoi dosłownie na głowie. Jak to powiedział sowiecki dysydent, p.Edward Kuzniecow: „So­cjalizm wy­maga od czło­wieka niewiele: tylko tyle, by pokochał to, co normalny człowiek nienawidzi – i zniena­wi­dził to, co normalny człowiek kocha; i już można wy­godnie w so­cja­liźmie żyć”.

A teraz z tej tezy i z oglądu rzeczywistości wyciągamy prosty wniosek: „Dopóki rządziły wartości europejskie, to my, Eu­ropejczycy, kolo­nizo­wali­śmy cały świat; gdy rządzą wartości dokładnie odwrotne, to teraz jest odwrotnie: cały świat (Chińczycy, Arabowie – a nawet Ja­majczycy) koloni­zuje Eu­ropę”.

W swoim tekście p.Magierowski cytuje śp. (w Europie pi­szę się przed nazwiskiem „pani”, „panna”, „p.” lub „śp.” – w Unii nie robi się „zbęd­nych ce­re­gieli”...) Jerzego Wolin­skiego (w Europie imiona się przekłada – chrześcijańskie i bi­blijne: ko­niecznie; Anglię podbił Wil­helm Zdo­bywca; w oku­po­wanej przez Unię Anglii udawać, że rządzi, będzie obecny książę „William”!!): „Zauważyliście, że ateiści pra­wie w ogóle nie za­bijają w za­ma­chach? Nie pod­kładają bomb w miej­scach kultu (…) Nie podrzynają gardeł, nie okale­czają, nie gwałcą [z tym bym dyskutował – JKM], nie mor­dują sąsiadów, nie wysa­dzają się w powietrze. Ateista nie ma zadatków na męczen­nika”

Proszę zauważyć, że dla unijnego federasty to, że ateiści nie są agresywni, to pochwała ateizmu. Da Europej­czyka, wie­rzącego prze­cież w dar­wi­nizm, jest to wskazanie po­wodu, dla którego państwa ateistyczne MUSZĄ przegrać z pań­stwami, których poddani gotowi są za swoją wiarę umie­rać!! Fi­deiści mają w sobie agresję; siłę, która może być wyko­rzystana dobrze lub źle. Ateiści w nic nie wie­rzą, więc ni­czego im się – poza wy­śmie­waniem innych – robić nie chce. Bo i po co?

Mówiąc krotko: jeśli Europa ma przetrwać, musimy wyta­rzać federastów w smole i w pierzu (tradycyjny w takich przy­pad­kach za­bieg eu­ropej­ski!) i kopniakami wygonić na Grenlandię (niech tam czekają na „globalne ocieple­nie”), przy­wrócić wartości europej­skie – a na dziś, i to pilnie, za­cząć na­szych chłopców uczyć ZABIJAĆ!

W epilogu „W pustyni i w puszczy” Staś z pewny skrępo­waniem oznajmia, że zabił Gebhra i jego kompanów. Na co oj­ciec zmarsz­czył brwi: „Słu­chaj, Stasiu! Śmiercią nie wolno nikomu szafować, ale jeśli ktoś zagrozi twej ojczyź­nie, ży­ciu twej matki, siostry lub życiu ko­biety, którą ci oddano w opiekę, to pal mu w łeb, ani pytaj, i nie czyń so­bie z tego żad­nych wy­rzutów.”.

Podejrzewam, że z filmowej wersji tej książki to zdanie wyleciało. Podejrzewam, że znika również z nowych, „po­lit–po­prawnych”, wy­dań.

Unia to pasożyt na Europie. Pasożyt ma metabolizm od­wrotny od żywiciela. Żyje – bo te wartości jeszcze się ko­łacą (co widać po tym, że nie wszy­scy przeszli JESZCZE na bezrobocie). Oczywiście: gdy ginie organizm, ginie i paso­żyt. Fede­raści ostatnio nawet jak gdyby przejawiają pewne za­nie­pokoje­nie...

Powiedzmy jednak jasno: albo pozbędziemy się tego pa­sożyta – albo zginiemy wraz z nim!

 

 

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  9 IX 2010  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Tu macie Państwo wypowiedź JE Donalda Tu­ska w/s „afery hazardowej”:

 http://www.youtube.com/watch?v=DM2bG6kPArE&feature=player_embedded.

Naj­cie­kawszy jest fragment:  „Nie może być tak, by służby specjalne miały ponad­stan­dar­do­wy wpływ na wy­bór naj­wyż­szych władz państwowych”

To wypowiedź z października 2009. Przypominam – możecie Państwo sprawdzić w archiwum bloga – że tłuma­czy­łem wtedy, że bez­pieka za­broniła p.Tuskowi kandydować na prezydenta – gdyż utracił On jej zaufanie (chciał do­prowa­dzić do dymisji JE Alek­sandra Grada – który tylko wykonywał pole­ce­nia bezpieki w/s sprze­daży stoczni).

Na koniec nasuwa się pytanie: A standardowy wpływ jest OK?

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  20 VII 2010  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Mamy masę problemów

Jakie to problemy? Ano: w jakim wieku można przechodzić na emeryturę? Czy w szkołach ma być religia? Czy w szkołach uczyć o ho­mo­siach – i jak? Ile dopłacać do kolei? Jak prywatyzować stocz­nie? Jak długi po­winien był urlop górnika? Ile po­winna wy­nosić do­płata do biopaliw? Kto powinien wydawać koncesje na przewozy to­warów cięża­rówkami? Czy soboty po­winny być wolne? Kto ma być preze­sem TVP? Ile ciepła mogą przepusz­czać ściany do­mów? Kiedy przejść na "czas zi­mowy"? Czy do za­płodnień in vitro dopłacać tylko mał­żeń­stwom? Ile powinno wy­nosić stypendium sportowe II stopnia? Kogo powinien Minister Kultury mianować dy­rektorem Opery? W ja­kim wieku dzieci winny iść do szkoły...

...i tak dalej.

A teraz proszę sobie wyobrazić: w normalnym kraju – w którym o sobie decydują sami ludzie, a nie urzędnicy – nie mieliby­śmy ŻAD­NEGO z tych i innych problemów!!!

I co „rozwiązywaliby” politycy, za co braliby w łapy urzędnicy i na czym zarabialiby dziennikarze?

A kto powiedział:

Pierwszym krokiem do zniewolenia ludzi jest przekonanie ich,

że ich prywatne problemy są „proble­mami społecznymi”  ?

 

 

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  26 I 2010  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Problemy, problemy...

Mamy po­ważne pro­blemy z ko­le­jami. Ko­leja­rze są bardzo nie­za­do­woleni z za­robków, pa­saże­ro­wie narzekają, a po­datnik do tego do­płaca.

Mamy straszne pro­blemy z eduka­cją. Ro­dzice na­rze­kają na po­ziom na­uczania, na­uczy­ciele na­rze­kają na pen­sje, po­dat­nik do­płaca bar­dzo dużo.

Mamy po­tworne pro­blemy ze „Służbą Zdro­wia”. Leka­rze i pielę­gniarki co i raz strajkują, pa­cjenci stoją w ta­siem­co­wych ko­lej­kach i klną, na czym świat stoi – a po­dat­nik do­płaca ba­joń­skie sumy.

Mamy pro­blemy ze stocz­niami...

...i tak dalej. Czy zauwa­żyli Pań­stwo, ze wszyst­kie branże, z któ­rymi „mamy pro­blemy” – to branże pań­stwowe? Z pry­wat­nymi re­stau­ra­cjami, fabry­kami, klini­kami itd. – pro­blemów „jakoś” nie ma. Chyba, oczywi­ście, że pań­stwo za­czyna tym branżom „poma­gać”. Wtedy kło­poty się pojawiają. Na­tych­miast.

Dlaczego politycy i urzęd­nicy chcą, by coś było pań­stwowe – ro­zu­miem: lu­bią mieć pro­blemy do rozwiązywa­nia, bo wtedy są po­trzebni.

Ale dla­czego chcą tego wy­borcy??!!?

Dlaczego wyborcom za­leży by ONI mieli fol­wark, na któ­rym mogą kraść – i wyso­kie pen­sje za do­glą­danie tego fol­warku?

Oto jest py­tanie!

 

 

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) 4 Stycznia 2010  (źródło: Korwin–Mikke w Interii )

Nowy Rok 2010

Nowy Rok – a przy wła­dzy te same partie – a właściwie: ci sami lu­dzie, którzy z ramienia bez­pieki or­ga­ni­zowali „Okrągły Stół”. Ci sami oszu­ści, zło­dzieje... i, co najgor­sze, głupki.

Dla­czego ONI są nadal u władzy? Bo Pań­stwo na NICH głosowa­li­ście!!

Minęło 20 lat od „Okrą­głego Stołu” – i recepta p. gen. Cze­sława Kisz­czaka nadal działa: „Raz wy­gry­wa­ją jedni, raz dru­dzy – a KORYTO czeka na zwy­cięz­ców”. Działa bez­błędnie. Jak któraś par­tia traci po­pular­ność, to za­kłada się nową, bę­dące w łap­skach bezpieki,  tele­wi­zje    w try–miga wy­promują – i ci sami ludzie mogą spo­koj­nie rzą­dzić dalej.

ONI po pro­stu uważają – jak widać słusz­nie – że prze­ciętny wy­borca to idiota, któ­remu można wmó­wić wszystko. Czy bę­dzie to „po­tworna pan­demia świń­skiej grypy”, czy „Globalne Ocieple­nie” – jak te­lewi­zja po­każe, to ludzie uwierzą. I za­płacą.

I o to IM chodzi.

W tej chwili pod pretek­stem „walki z GLOB­CIem” znów pój­dzie w górę cena prądu. W tej chwili jest po­nad trzy razy wyż­sza niż mo­głaby być, gdyby (1) reżym nie na­rzu­cał idio­tycz­nych przepi­sów, (2) elek­trow­nie były pry­watne i mu­siały ze sobą kon­kuro­wać.

Za­uważcie Państwo: ceny tele­fo­nów ko­mór­ko­wych i ich połą­czeń spa­dły przez 10 lat (uwzględ­niając in­fla­cję) po­nad sze­ścio­krotnie – bo ERA, PLUS, PLAY, ORANGE itd. muszą ze sobą kon­kuro­wać; w tym sa­mym czasie cena prądu z reżymo­wych elek­trowni po­szła w górę o po­nad 30!!!

To chyba powinno każ­demu czło­wiekowi wy­star­czyć?

Pewno nie pamiętają już Pań­stwo, jak za „ko­muny” wszyst­kiego bra­ko­wało. Na przykład: w ZSRR bra­ko­wało mleka. Dla­czego bra­ko­wało? Bo reżym dbał o produkcję mleka – i dopłacał do niej. Efekt: mą­drzy koł­choź­nicy jeź­dzili do mia­sta, ku­po­wali tam mleko pro­du­ko­wane przez koł­choźni­ków–fraje­rów, do którego do­płacał po­dat­nik... i odsta­wiali je do zlewni!! Pro­ste?

Obecnie jest to samo. U nas to małe piwo. W takich Niemczech (tempo rozwoju: mi­nus 6 proc.) do­pła­ca się na przy­kład do prądu pro­du­ko­wa­nego przez wia­traki. Prąd taki jest sześć razy droż­szy. Efekt? Spryciarze mon­tują przy wia­tra­kach sil­niczki, jak nawet wia­tru nie ma, to wia­trak pro­dukuje prąd (co prawda: wię­cej go zżera – ale jest to do­to­wane) – i sprzedają do sieci!! I dla­tego w Niem­czech cena prądu jest nie trzy razy wyż­sza niż mo­głaby być, ale cztery razy wyższa!

I potem dziwić się, że prze­mysł niemiecki ucieka na Ukrainę, a nawet do Chin...

Po­wtarzam: w całej Unii Eu­ro­pej­skiej rzą­dzą wa­riaci, oszu­ści, zło­dzieje i zwykli po­nurzy idioci. Oczy­wi­ście: zło­dzieje i oszu­ści są w tym cyrku naj­waż­niejsi. Po­patrz­cie na zdjęcia euro–komi­sa­rzy: czy ku­pi­liby­ście od któ­re­goś uży­wany sa­mo­chód?

Jak nie dać się oszu­kać? Najle­piej: w telewizji oglądać wy­łącznie me­cze, filmy i sztuki te­atralne. Żad­nych „Fak­tów”, „dzienni­ków” i „Wiado­mości” – i żadnych au­dy­cyj politycz­nych, bo tam ONI Was szpi­kują kłam­stwami. Kto nie po­trafi tego dema­sko­wać – a ONI są sprytni – niech po pro­stu nie oglą­da. Prawdy jest tam tyle, co w ogłosze­niach o zaletach prosz­ków do prania.

Po drugie: proszę uważnie pa­trzeć: która partia naj­wię­cej pie­nię­dzy wy­daje na wy­bory. Ci, co mają na ty­siące bill­bo­ardów, albo już ukradli i chcą nadal kraść – albo chcą za­cząć kraść. Bo niby dla­czego tak im zależy, by być w Sena­cie lub Sej­mie?

Mnie nie zależy. Moja partia – obecnie na­zywa się „Wol­ność i prawo­rządność” – zakłada, że to Pań­stwu po­winno zależeć, by ICH wy­walić od władzy. Jeśli chce­cie za prąd płacić trzy razy mniej, a za lekar­stwa sześć razy mniej.

Mam na­dzieję, że w Nowym Roku pójdą Państwo po ro­zum do głowy – i będą gło­so­wali  na partie  NIE re­kla­mo­wane w TV. A jak nie?

No, to w Nowym roku nadal będą rzą­dzić ci sami oszu­ści.

Czego Pań­stwu nie ży­czę...

Bo ja sobie dam radę...

 

 

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  22 XI 2009  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Ostatnie 10 dni niepodległości

Prasa bę­dąca na usłu­gach fe­dera­stów z trium­fem do­nosi, że mamy wy­branego „prezy­denta” i pa­nią „mi­ni­sterkę spraw za­gra­nicznych” Unii Euro­pej­skiej.

Przypomi­nam, że przed ratyfi­kacją trak­tatu li­zboń­skiego za­rzekano się, że to nie ża­den prezy­dent, tylko „prze­wod­ni­czący” – a Fran­cja nie ogło­siła re­feren­dum w sprawie przyję­cia tego trak­tatu, gdyż „Unia nie jest pań­stwem, bo nie ma ani hymnu, ani flagi”.

25 minut po podpi­sa­niu trak­tatu przez JE Wa­cława Klausa Eu­ropejski Try­bu­nał Spra­wie­dliwo­ści ogłosił, że w szko­łach trzeba bę­dzie po­zdej­mować krzyże; UE ma i pre­zy­denta, i pa­nią mi­ni­sterkę, i parla­ment, i hymn, i flagę – a da­lej, bę­dzie szło bardzo szybko bo ONI mają już dzie­więć lat opóź­nie­nia w sto­sunku do planu.

Nie wie­rzący, że jest to spi­sek, niech spojrzą na pasz­porty: już od kilku lat nie są to pasz­porty polskie czy bry­tyj­skie – lecz „unijne”. Nowy „pre­zydent” za­po­wiada, że ujednolici po­datki (oczywi­ście!), usta­wo­daw­stwo – i ogra­ni­czy uży­wanie flag i go­deł 27 byłych już państw.

A ludzie? Mają to w no­sie!

 


 

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  24 VI 2009  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Kary po szwedzku

P. Marcin Piechota, niewątpliwie po obej­rze­niu filmiku „Po­stęp po szwedzku” na­de­słał mi na­stę­pu­jący wy­ci­nek z Wi­kipe­dii:

"Szwecja ma bardzo łagodne prawo dla przestęp­ców. Wy­nika to z zało­żenia, że wiele prze­stępstw ma pod­łoże spo­łeczne i eko­no­miczne. Po­dobnie jak w więk­szo­ści kra­jów świata, nie ma tu kary śmierci, a za mor­der­stwo grozi kara od 5 do 15 lat wię­zienia. Ważną rolę pełni sys­tem re­so­cjaliza­cji więźniów"

To właśnie jest zna­komitą ilu­stracją tezy, że w krajach so­cjali­stycznych jed­nostka jest ZE­REM, jed­nostka się nie li­czy, jej czyny są bez więk­szej warto­ści.

Doprowadźmy tę za­sadę: „... wiele prze­stępstw ma pod­łoże spo­łeczne i eko­no­miczne” do skraj­nej po­staci: to nie czło­wiek jest wi­nien tego, że zamordo­wał; winne jest społeczeń­stwo, że go źle wy­chowało.

Tym samym znika po­wód do ja­kiegokol­wiek ka­rania prze­stęp­ców. To prze­stępca, mor­du­jąc, słusznie uka­rał społe­czeństwo za to, że zo­stał przez nie źle wy­chowany!

I, oczywiście, jeśli jed­nostka np. zarobi za dużo pienię­dzy, to się jej ich więk­szość od­biera – bo to nie jest za­sługa No­bla, że wy­nalazł dy­na­mit, lecz społe­czeń­stwa, że Go tak wy­cho­wało i wye­du­ko­wało!!!

Na szczęście dla siebie śp.Alfred Nobel żył jesz­cze we w miarę normal­nych cza­sach.

Lewica traktuje ludzi tak, jak my traktu­jemy krowę: nie krowa jest winna, że we­szła w szkodę, lecz jej właści­ciel! A wła­ści­cie­lem wszyst­kich ”oby­wa­teli” jest pań­stwo. Dla­tego państwo ma prawo „reso­cjalizo­wać” swo­ich „obywa­teli” – w Związku So­wieckim w obo­zach pracy i w „psy­chusz­kach”. To Króle­stwo Szwe­cji pierw­sze (przed III Rze­szą!) wpro­wa­dziło lo­boto­mię ja­koś spo­sób po­stę­po­wania ze „spo­łecznie nie­przy­stoso­wa­nymi” pod­da­nymi – i eu­ge­nikę, w po­staci przy­mu­sowej ka­stra­cji.

Proszę zwrócić uwagę na za­sadniczą róż­nicę: Pra­wica mówi: „Tu jest cennik: za to chło­sta, za to dwa lata, a za to Cię powie­simy. Je­steś wol­nym człowie­kiem, masz prawo wy­boru – usza­nujemy Twoją de­cy­zję”. Lewica sto­suje pre­wen­cję, stara się zapo­biegać prze­stęp­stwom – oczy­wiście: od­bierając oby­wate­lom wol­ność wy­boru. Tym sa­mym kara­nie, w miarę odbie­rania ko­lej­nych wol­ności, staje się coraz bar­dziej bez­sen­sowne. Jeśli w sa­mo­chodzie wpro­wa­dzimy urzą­dzenie au­to­matycznie ha­mu­jące w mo­men­cie zaist­nie­nia groź­nej sytu­acji, to w razie wy­padku nie bę­dzie winien kie­rowca, tylko urządze­nie!

Jednakże jedna zbrodnia jest przez so­cjali­stów ka­rana z całą bez­względ­no­ścią: zbrodnia nie za­pła­ce­nia podat­ków! Dziwne, ale Urzędy Skar­bowe nawet w Królestwie Trzech Koron jakoś nie chcą przyjmować do wia­do­mo­ści, że to nie Svensson jest wi­nien, że nie za­płacił po­datku, lecz społe­czeń­stwo, że go źle wy­chowało – i w kon­se­kwen­cji to społe­czeństwo po­winno ten po­datek za Svens­sona zapła­cić!!

 


JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  20 X 2007  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Hodowla By­dła – czyli: MA­NI­FEST NOR­MAL­NO­ŚCI

Dziwię się wam, lu­dzie....

...właśnie: czy jeszcze „lu­dzie”. Czy jesz­cze na świe­cie rzą­dzi Homo Sa­piens – czy już tylko Homo Sovie­ti­cus, albo jego na­stępca, Homo Eu­ro­pæus?

Od ponad stu lat „po­stę­powcy” wma­wiali w lu­dzi, że są tylko by­dlę­tami, że wła­ści­wie ni­czym nie róż­nią się od zwie­rząt – a w ja­kiejś ga­ze­cie, bo­daj „Wy­bor­czej”, prze­czy­ta­łem try­um­falny ar­ty­kuł, że „czło­wiek tylko czte­rema ge­nami różni się od sto­nogi”. I ta pro­pa­ganda od­nio­sła sku­tek: lu­dzie sami uwa­żają się za by­dło – i po­zwa­lają trak­to­wać się jak by­dło.

Być może róż­nica mię­dzy czło­wie­kiem, a zwie­rzę­ciem jest tylko kul­tu­rowa – ale jest. Fi­zycz­nie mo­że­my się nie róż­nić, ale mamy du­szę – czy jak kto chce na­zy­wać tę cu­downą ce­chę czło­wieka. Być mo­że róż­nica jest mała – ale cała na­sza kul­tura dą­żyła, by ją po­więk­szać. Dzi­siej­sza anty–kul­tura stara się ją zmi­ni­ma­lizo­wać.

Różnica kul­tu­ralna mię­dzy czło­wie­kiem, a by­dląt­kiem, jest taka, że de­cy­zje czło­wieka sza­nu­jemy. De­cy­zji by­dlę­cia nie. By­dlę trzy­mamy na po­stronku, bo może zro­bić so­bie krzywdę albo wejść w szko­dę. Do­ro­sły męż­czy­zna zaś ma prawo zro­bić sobie krzywdę – a je­śli wy­rzą­dzi szkodę, to ma za nią za­pła­cić. I to jest ta pod­sta­wowa róż­nica.

Jak dzisiaj jeste­śmy trak­towani przez rządy: jak lu­dzie – czy jak by­dło? Jeśli ktoś każe mi za­piąć się pa­sem w moim wła­snym sa­mo­cho­dzie – to trak­tuje mnie do­kład­nie tak, jak chłop trak­tuje krowę...

...to znaczy: trak­to­wał. Prze­pisy Wspól­noty Eu­ro­pej­skiej, zdaje się, za­ka­zują trzy­ma­nia krowy na po­stron­ku; to ja w samo­cho­dzie mu­szę być przy­pięty. Na ra­zie za­pi­nam się sam, ale już nie­długo będą au­to­maty na­su­wa­jące na mnie pasy – i sa­mo­chód bez ich za­pię­cia nie ru­szy.

Krzywdy so­bie zrobić nie mo­żemy – ale za szkodę też nie pła­cimy: je­ste­śmy (pod przy­mu­sem) ubez­pie­czeni.

Doi się z nas pie­nią­dze – i za te pie­nią­dze utrzy­muje się całe stado, oraz sze­fo­stwo tej „Ani­mal Farm”. Tu nie ta po­etyka – ale nie­długo po­każę, że zdziera się z nas 83% za­ro­bio­nych pie­nię­dzy – i ONI wy­dają je za nas.

Co zrobiłby Nor­malny Czło­wiek, gdyby ktoś przy­szedł doń i po­wie­dział: „Czło­wieku: ile za­ra­biasz? 3000? Świet­nie! Daj mi z tego 2400, ja po­trącę na sie­bie 600, a po­zo­stałe 1800 wy­dam za ciebie – tak, że bę­dziesz bar­dziej za­do­wo­lony, niż gdy­byś sam wy­dał na sie­bie te 3000!”. Co by zro­bił Nor­malny Czło­wiek? Kopa w sem­pi­ternę – za drzwi!

Homo Euro­pæus po­ry­kuje z ra­do­ści, że ktoś chce się nim opie­ko­wać, i gło­suje na ta­kich, któ­rzy we­zmą mu jesz­cze wię­cej pie­nię­dzy – za obiet­nicę, że siano w żło­bie bę­dzie śwież­sze, niż do tej pory! Ma tylko jedną prośbę: by da­wać mniej owsa ko­niom, a tro­chę wię­cej siana im, kro­wom.

A konie rżą na od­wrotną melo­dię.

Rzygać mi się chce, gdy czy­tam, że „ro­dzice hisz­pań­scy wy­ra­zili ra­dość, że rząd zaj­mie się pro­ble­mem oty­ło­ści ich dzieci”. Moja suka wy­ka­zuje wię­cej roz­sądku: to ona karmi swoje szcze­niaki i – mi­mo uf­no­ści – z pew­nym po­dej­rze­niem pa­trzy, gdy im coś pod­ty­kam. A by­dlę? Krowa za­pewne się cie­szy, gdy ktoś zaj­muje się jej ciela­kiem...

Zgroza mnie bie­rze – bo na resztki nor­mal­nych ro­dzi­ców spa­dają ko­lejne ciosy. Ostat­nio „pol­ski” „Rząd” szy­kuje ustawę ka­rzącą grzywną 5000 zł ro­dzi­ców, któ­rzy nie za­szczepią swo­ich dzieci!! Tyle się pi­sze, że nie­które szcze­pie­nia mogą być szko­dliwe – i nic! Nadal „rząd” wie le­piej, jak opie­ko­wać się moim dziec­kiem. W in­te­re­sie firm far­ma­ceu­tycz­nych prze­ra­bia się lu­dzi na by­dlęta. Ale gdyby nie by­ło to w in­te­re­sie firm far­ma­ceu­tycz­nych – by­łoby tak samo źle, tylko jesz­cze głu­piej.

Bydło nie myśli. By­dłu serwuje się ha­sełka typu: Wszyst­kie dzieci są na­sze. Żadne z by­dląt prze­cież nie po­my­śli, że to ozna­cza: Moje dziecko nie jest już moje; jest na­sze. Co w prak­tyce ozna­cza, że to p.Minister je szczepi, je wy­cho­wuje... Cóż: szcze­niak bę­dzie moim psem, bę­dzie mi słu­żył – więc jest nor­malne, że to ja, a nie jego ro­dzice, pies i suka, de­cy­dują o tre­su­rze. Ale żeby tak samo z czło­wie­kiem?

Przecież gdy w 1901 roku rząd pru­ski po­sta­nowił zmie­nić tylko ję­zyk,w ja­kim wy­kła­dany był je­den przed­miot (re­li­gia) nie zmie­niając jego tre­ści – we Wrze­śni wy­buch­nął strajk szkolny. Dziś ko­lejni mi­ni­stro­wie zmie­niają tre­ści pro­gra­mów, we­dle swej woli wy­mie­niają przed­mioty – a ro­dzice to po­kor­nie ak­cep­tują, li­żąc do­brych pa­nów po rę­kach – że tak dbają o ich dzieci.

Tak robi moja suka. Ale czło­wiek?

Dwa lata temu w USA, w Utah, dziecko było pod­dane che­mio­te­ra­pii. Po kilku mie­sią­cach tej nie­przy­jem­nej ku­ra­cji, część le­ka­rzy twier­dziła, że już wy­star­czy – a część, że trzeba ją jesz­cze kon­ty­nu­ować. Na nie­szczę­ście wśród tych ostat­nich był le­karz prowa­dzący (który miał prze­cież in­te­res w kon­tynu­acji – bo brał za to spore pie­nią­dze...). Ro­dzice mimo to za­brali dziecko ze szpi­tala. Efekt: ści­gała ich po­li­cja – i oskar­żono ich o kid­nap­ping!!!

Cóż:dawniej „kid­nap­pin­giem” było za­bra­nie dziecka ro­dzi­com. Te­raz dzieci są „na­sze”, czyli pań­st­wo­we; i ro­dzice bez­czel­nie ukra­dli pań­stwowe dziecko, cu­dzą wła­sność!

Co zrobi far­mer, gdy byk z krową wy­pro­wa­dzą, ła­miąc ogro­dze­nie,swoje cielę z za­grody, gdzie on je umie­ś­cił? Przy­leje obojgu by­dla­kom – a cielę umieści tam, gdzie on chce.

To właśnie ro­bią z nami ONI.

Jeśli już je­ste­śmy przy zwie­rzę­tach: ONI mają jesz­cze inne piękne ha­sełko: „Zwie­rzęta na­leży trak­to­wać tak samo, jak lu­dzi” Piękne ha­sło – do­póki się nie doj­rzy, że jest ono rów­no­ważne ha­słu: „Lu­dzi na­leży trak­to­wać tak samo jak zwie­rzęta” Dziś jest „wola poli­tyczna” by sta­rusz­kom apliko­wać eu­tha­na­zję; prze­cież do­kład­nie to samo robi się z in­nymi by­dlę­tami – czy–ż nie?

Ludzie: czy jesz­cze je­ste­ście ludźmi – czy tylko by­dlę­tami?

Oczywiście: zaw­sze więk­szość lu­dzi chciała, by się nimi opie­ko­wać – byle do­brze. Szli więc do­bro­wol­nie pod opiekę feu­da­łów, wi­sieli u klamki pań­skiej – i byli za­do­wo­leni. Jed­nak do­piero d***kracja spo­wo­do­wała, z ta Więk­szość na­rzuciła swe oby­czaje resz­cie. „Ja lu­bię, jak mnie pod przy­mu­sem szczot­kują i przy­ci­nają ko­pyta – to niech wszyst­kich pod przy­mu­sem szczot­kują i przy­ci­nają ko­pyta”

Czasem mam wraże­nie że ONI te­stują swoje by­dełko, do ja­kiego stop­nia już zgłu­piało i można zro­bić z nim, co się chce. Do czego in­nego mogą słu­żyć ta­kie po­my­sły jak „mał­żeń­stwa ho­mo­siów”? Jed­nak w miarę, jak to trwa i się roz­wija, za­czy­nam mieć prze­ra­ża­jące po­dej­rze­nie:

ONI, dwa po­kole­nia wcze­śniej lu­dzie in­teli­gentni, wy­chowy­wali swoje dzieci w tych sa­mych szko­łach – i obec­nie ONI, to... rów­nież by­dlęta! Durne, tępe by­dlaki ma­rzące tylko żar­ciu, pi­ciu i eks­ce­sach sek­su­al­nych.

Widać to po sprawie „global­nego ocie­ple­nia”. ONI na­prawdę wy­dają się wie­rzyć, w „za­gra­ża­jące nam” ocie­ple­nie! Choć prze­cież nie trzeba robić ba­dań geo­lo­gicz­nych: wy­star­czy wie­dzieć,że „Gren­lan­dia” to ląd, na któ­rym ok. 900 roku kwitły cy­tryny – a, jak też wiemy, Eu­ropa nie zo­stała wtedy za­la­na przez ocean. Trzeba też być kom­plet­nym kre­ty­nem, by uwie­rzyć, że lo­dowce An­tark­tydy, ogrzane z –40°C do –35°C – za­leją na­gle cały świat.

A ONI wydają się sami w to wie­rzyć. Nad­zorcy by­dła stali się głupsi od chu­doby, którą się opie­kują...

Piszę to – po raz któ­ryś po­wta­rza­jąc te my­śli – jak roz­bi­tek,który wrzuca pa­pier w bu­telce w od­męt oce­anu In­ter­netu. Prze­cież gdzieś jesz­cze są LU­DZIE! Nie je­stem na świe­cie sam, nie  wszy­scy jesz­cze zby­dlę­cieli do cna, w nie­któ­rych tli się jesz­cze iskra czło­wie­czeń­stwa! Zbun­tujmy się, do cho­lery! Obal­my ten sys­tem!

Jak można go­dzić się na ustrój, w któ­rym by­dlęta de­cy­dują o lo­sie lu­dzi? Ja nie mam nic prze­ciwko te­mu, by ktoś chciał być trak­to­wany jak niero­ga­ci­zna – czyli żyć w „pań­stwie opie­kuń­czym”. Ale czło­wiek, który nie chce de­cy­do­wać o wła­snym lo­sie, nie po­wi­nien w gło­so­wa­niu de­cy­do­wać o lo­sie in­nych!

Bydło niech so­bie po­ry­kuje – a my mu­simy żyć! By­dło my­śli o peł­nym żło­bie – my my­ślimy w wy­pra­wach w Ko­smos. Przy­szłość Ludz­ko­ści (je­śli ma prze­trwać) za­leży od tego, czy zwy­ciężą lu­dzie – czy by­d­lęta? Czy wy­gra Ro­zum – czy Liczba?

I nie ma tu zna­czenia, czy rzą­dzi, SLD, PiS, PO czy PSL; nie­za­leż­nie od tego liczba urzędni­ków ro­śnie, co­raz wię­cej prze­pi­sów ogra­ni­cza na­szą wol­ność... Jak długo mo­żemy to zno­sić?

Na szczęście ten sys­tem już jest zgniły. Na­wet by­dlątka za­czy­nają ro­zu­mieć, że rzą­dzące nimi świ­nie roz­piły się, zde­mo­ra­li­zo­wały – i nie są już od nich mą­drzej­sze. Ko­niec jest bli­ski. Mu­simy się więc z'­o­r­g­a­n­izować, by być go­towi do stwo­rze­nia zrę­bów Pań­stwa Wol­no­ści – w mo­men­cie gdy gdy cała ta an­ty–eu­ro­pej­ska „Wspól­nota Eu­ro­pej­ska” za­cznie trzesz­czeć w szwach.

To już nie­długo. Za­cznijmy się szy­ko­wać.

 


 

JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  26 II 2008  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Prawda o „rzą­dach L**u”

D***kracja – wbrew pra­niu mó­zgów w TV, szko­łach i wszę­dzie – nie daje wol­ności; prze­ciw­nie: jest kla­sycz­nym ustro­jem to­tali­tar­nym. D***kracja ozna­cza, że p.Pipścińska z Pcimci­mia, p.Iksiński z Tu­tu­lej­ko­wic, panna Kazi­miera Szczu­kówna, p.Stefan Nie­siołow­ski, p.Anna So­becka i mi­liony in­nych ta­kich de­cy­dują o moim ży­ciu i ogra­ni­czają moją Wol­ność – czego nie­na­wi­dzę – a za to ja mam prawo w gło­so­wa­niu ogra­ni­czyć Wol­ność pp.Pipściń­skiej, Szczu­kówny, So­bec­kiej, Ik­siń­skiego, Nie­sio­łow­skiego i mi­lio­nów in­nych – co mi na cho­lerę nie jest po­trzebne i w do­datku za­biera mi czas!

Jest to więc ustrój z zało­że­nia po­wo­du­jący po­tworny bała­gan.

Co więcej: jest to ustrój, jako się rze­kło, to­tali­tarny. W d***kracji Więk­szość (cza­sem tylko po­trzebna jest więk­szość 2/3) może zro­bić z mniej­szo­ścią WSZYSTKO. Naj­gor­szy Ty­ran cza­sem ma su­mie­nie, cza­sem boi się Boga (bo a nuż ist­nieje?), cza­sem wspo­mni matkę, na ogół ma dzieci, na pewno boi się, że jak za­nadto zale­zie lu­dziom za skórę, to ktoś go może za­dźgać, za­strze­lić lub otruć, mogą go wresz­cie od­su­nąć od wła­dzy – a po­nadto we wła­snym do­brze ro­zu­mia­nym in­te­re­sie chce na ogół, by kraj się bo­ga­cił, a na pewno: by rósł w siłę.

Natomiast Więk­szość jest ab­so­lut­nie nie­od­po­wie­dzialna; Więk­szo­ści nie można wy­truć, wy­strze­lać ani za­dźgać, nie można uka­rać za podję­cie złej de­cy­zji. Więk­szość nie czuje się od­po­wie­dzialna ani nie ma su­mienia („Prze­cież gdy­bym ja za tym nie gło­so­wał, to i tak by­łaby więk­szość ZA...”). Więk­szość jest głu­pia i okrutna – pa­mię­tajmy, że to Pi­łat Pon­cjusz, oku­pant, pra­gnął Chry­stusa urato­wać – a Więk­szość (po­nad 2/3...) swoja­ków darła się „Ukrzy­żuj Go!”. To Więk­szość opo­wiada się zaw­sze za naj­głup­szym ro­dza­jem ustroju nie­wol­ni­czego, czyli za so­cja­li­zmem.

Dlatego nie­na­wi­dzę d***kracji – i całe ży­cie po­świę­cam zwal­cza­niu nie tego czy in­nego po­li­tyka, nie tej czy in­nej par­tii – lecz raka, który zżera na­szą (czy jesz­cze na­szą?) cy­wili­za­cję:   D***KRACJI !

 


 

JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  25 VIII 2008  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Socjalizm: ustrój ma­łych, pa­zer­nych gra­bież­ców

W I pro­gramie „Pol­skiego” Radio w au­dy­cji p.red.Ry­szarda Bu­gaja od­była się dys­ku­sja o Ame­ryce – i bo­daj p.red.Maciej Wie­rzyński (je­śli do­brze roz­pozna­łem Jego głos) za­chwa­lał to, że Amery­ka­nie nie są za­wistni, że chęt­nie każ­demu po­ma­gają itd.

Ta obser­wacją jest – a przy­najm­niej: była (bo te­raz w USA so­cja­li­za­cja po­stę­puje na po­tęgę) – ba­nal­nie praw­dziwa. W pro­gra­mie nie wspo­mniano jed­nak o przy­czy­nach, dla któ­rych np. w Pol­sce pa­nuje wza­jemna za­wiść – a w USA: nie.

Tą przy­czyną jest to, że Ame­ryka­nie, jako je­dyny na­ród w no­wo­żyt­nej hi­sto­rii, bar­dzo długo żyli w ka­pi­ta­liź­mie. A Eu­ropa, zwłasz­cza Wschod­nia – zu­pełnie nie.

W kapitali­zmie każdy pra­gnie się wzbo­gacić – ale też w jego in­te­re­sie leży, by wzbo­gacił się są­siad. Jak są­siad jest bo­gaty, to łatwiej w ra­zie czego po­może, chęt­niej coś ode mnie kupi, może tro­chę taniej co sprzeda? Mniej chęt­nie ukrad­nie mi coś z ogródka... Opłaca się mieć bo­ga­tego są­siada.

Bogatemu sąsia­dowi za­leży rów­nież, bym ja się wzbo­gacił. War­tość jego domu ma­leje, je­śli obok bę­dzie stał marny dom bie­daka. Z chęcią bę­dzie więc po­ma­gał uboż­szemu sąsia­dowi w bo­ga­ceniu się. Mniej chętnie ukradnie on wtedy coś z jego ogródka...

Zupełnie in­a­czej jest w so­cja­liźmie. W so­cja­liź­mie pie­nią­dze są lu­dziom ra­bo­wane przez pań­stwo, które część roz­krada, część mar­nuje – a z reszty two­rzy tzw. „fun­dusz spo­ży­cia zbioro­wego”.

Życie w so­cja­liźmie po­lega więc na tym, by z tego „fun­du­szu” wy­rwać jak naj­wię­cej – oczy­wi­ście: kosz­tem są­siada. Lu­dzie wy­cho­wani w so­cja­liź­mie mają głę­boko za­ko­rze­nione, słuszne zresztą, prze­kona­nie, że zysk mój ozna­cza stratę są­siada – i od­wrotnie. Jak inni we­pchają się do ko­lejki po „dar­mowe le­cze­nie” – to ja mu­szę cze­kać pół roku... Jak on do­sta­nie zasi­łek – to dla mnie nie wy­star­czy. Jak pań­stwo da eme­ry­tom – to nie star­cza dla renci­stów; jak da na­uczy­cie­lom – to nie star­cza na bez­robot­nych.

W socja­liźmie każdy każ­demu jest wil­kiem. Je­śli więc socjali­ści na­prawdę chcą, by w lu­dziach kształ­ciły się po­stawy pro–spo­łeczne, to po­winni opowia­dać się za Dzi­kim, Dra­pież­nym, Kapi­tali­zmem.

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  16 X 2011  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Kolejny krok ku barbarzyństwu

Po kolei padają bastiony naszej cywilizacji, zanikają jej zasady. Jest to efekt tego, że chamów na­uczono czytać i pi­sać – i dano im prawo głosu.

Więc teraz większością głosów krok po kroku anulują cywilizację.

Nie obowiązuje już zasada: „Prawo nie działa wstecz”, zanika zasada onus probandi: „To oskarżo­nemu trzeba udo­wodnić winę – nie on ma dowodzić, że jest niewinny” – a zasada „Chcącemu nie dzieje się krzywda” jest ła­mana na każdym kroku.

W tej chwili zanika zasada „res iudicata”. Parlament Republiki Słowackiej przegłosował, że nie zwięk­szy po­mocy dla Grecji – no to ka­zano mu głosować po raz drugi. Uchwalił więc, co mu kazano – wie­dząc, że w prze­ciwnym przy­padku będzie mu­siał gło­so­wać jeszcze sto razy...

A gdzie powaga rzeczy osądzonej? Wszystkie akty prawne stały się teraz mało poważne – skoro można je unie­waż­niać ko­lej­nymi gło­so­wa­niami...

Cóż: Irlandczycy, kilkakrotnie głosując w referendum, przetarli drogę kolejnej fali barbarii.

JKM (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  29 X 2011  ( Korwin–Mikke.blog.onet.pl/ )

Obsesja płci  [ fragment ]

Dlaczego nikt na świecie nie zajmuje się tym, że w Polsce startuje ktoś po przeszczepie wątroby – a zajmuje się tym, że star­tuje ktoś po prze­szczepie genitaliów?

Odpowiedź jest prosta:

Dlatego, że Lewica cierpi na obsesję płciową.

Na taką obsesję cierpią zazwyczaj impotenci – nic, tylko gadają o płci. Wystarczy więc popatrzeć, ile dzieci mają le­wi­cowcy, a ile pra­wi­cowcy.

I staje się jasne, kto o TYM tylko gada – a kto TO robi!

 

 

JKM  (Ja­nusz Kor­win–Mikke) w swoim blogu  4 X 2013 http://korwin–mikke.pl/blog/wpis/kwintesencja_naiwnosci/1953   

Kwintesencja naiwności

P.Tomek Wójtowicz napisał na FB: „Każdy jest pewny co do swoich przekonań i myśli, że stworzy idealne państwo – tylko nikt nie myśli jakie mogą być skutki uboczne takiej polityki; bo zawsze są. Nie da rady każdemu dogodzić. Trzeba znaleźć wspólną płasz­czyznę między różnymi grupami społecz­nymi. Na dzień dzi­siej­szy nie widzę żadnej partii, która mogła by wprowadzić zrów­nowa­żony rozwój na podstawie sprawiedliwo­ści, racjo­nalnego po­dejścia i społecz­nego pragma­ty­zmu...”

Postępowcy w swej bezbrzeżnej naiwności, pewni swej intelektualnej głębi, produkują takie sentencje na kilogramy. Zacyto­wa­łem – i będę anali­zo­wał – te, bo jest to bełkot (przepraszam, p.Tomku!) wręcz niewiarygodnie typowy.

Pierwsze zdanie jest absolutnie prawdziwe. Dlatego Nowa Prawica nie chce tworzyć „idealnego” państwa – bo takie próby nie­odmiennie kończą się stworze­niem... więzienia. Chcemy tylko zapewnić ludziom prawo do dążenia do szczęścia (cytat z Kon­sty­tu­cji USA) – i kompletnie nas nie in­tere­suje, czy będą szczę­śliwi jako oj­cowie rodzin, czy np. zaćpają się na śmierć. Chcemy, by każdy był kowalem własnego losu.

Zdanie drugie to banał: „Nie da rady każdemu dogodzić”. Toteż nawet nie będziemy próbować komukolwiek dogadzać!

Następne zdanie jest niebezpieczne: „Trzeba znaleźć wspólną płaszczyznę między różnymi grupami społecznymi”. Otóż nie mam pojęcia, co to jest „wspólna płasz­czyzna między grupami” – nie wiem nawet do jakiej kategorii logicznej ta „płaszczy­zna” należy – i stawiam złotówki przeciwko okrusz­kom, że p.Tomek też nie ma poję­cia. Użył sloganu, który po prostu nic nie znaczy – ale ten, kto go używa, albo jest cwaniakiem, który chce wywrzeć na innych wrażenie, że jest bar­dzo mą­dry – albo po prostu sam myśli, że wie, co to znaczy.

To drugie jest niesłychanie niebezpieczne. P.Tomku! Jeśli Pan NATYCHMIAST nie powie sobie: „Nie będę mówił o rzeczach, któ­rych nie potrafię zdefi­niować” („Wspólna płaszczyzna między grupami jest to (tu genus proximum), które od niewspól­nych płasz­czyzn rożni się (tu differentia spe­cifica) a od płaszczyzn mię­dzy jednostkami różni się (druga differentia specifica) – pozo­stanie Pan nadę­tym bucem plotącym bez ładu i składu – albo, co gor­sza, politykiem unijnym.

To nie koniec analizy tego zdania: p.Tomek chce, by podmiotami były „grupy społeczne”. Otóż to też właśnie niesłychanie nie­bez­pieczne – bo wy­twa­rza kon­flikty, któ­rych w normalnym dyskursie politycznym nie ma! („Socjalizm jest to ustrój, w którym bo­hater­sko pokonuje się problemy nie znane w żadnym in­nym ustroju...” – kto to powiedział?)

W normalnym społeczeństwie dyrektor szkoły w Pcimiu Dolnym kłóci się z nauczycielem Kowalskim o wysokość pensji – a w Pci­miu Górnym robi to inny dy­rek­tor z innym nauczycielem. Każda ze szkół ma inne możliwości finansowe, inne warunki, każdy na­uczyciel ma inne zdolności (w ogóle nie ma dwóch iden­tycz­nych lu­dzi!) nie istnieje więc żaden związek między wy­so­kością pensji jednego, a wysokością pensji drugiego!

Jeśli natomiast zaczną ze sobą dyskutować ZZNauczycieli ze ZZ Właścicieli Szkół (lub, nie daj Boże, z państwem!!) to natych­miast sprawa się kompli­kuje. Za­czy­nają się groźby strajków, protestów, lockoutów, pojawiają się eksperci mówiący o sprawie­dli­wości społecznej mierzonej róż­nicą mediany zarobków ko­biet w po­równaniu do 0,83 mediany zarobków mężczyzn – a tra­fiają się nawet eksperci używający tu różniczek i ca­łek!!

Tymczasem jest to w świetle zdania: „Nie istnieje żaden związek między wysokością pensji jednego z wysokością pensji dru­giego” kompletny non­sens. Dla­czego jeśli podniesiono Kowalskiemu, to należy podnieść Wiśniewskiemu??!!!?????

Państwo powinno więc przyjąć, jak to zwięźle ujęła śp.Małgorzata baronowa Thatcherowa: „Żadne grupy społeczne nie ist­nieją; ist­nieją tylko jed­nostki i ro­dziny”. Nie robi jednak tego – bo tabuny przemądrzałych ekspertów (z tych negocjacyj żyją­cych) oraz poli­tyków (żyjących z obie­cywania czegoś róż­nym gru­pom spo­łecz­nym – grupom, bo tylko wtedy otrzymują hur­tem setki ty­sięcy gło­sów!) zapewniają maluczkich, że tak właśnie musi być.

Thatcherowa miała absolutną rację. Wszelako, choć nikt nigdy nie widział „grupy społecznej”, politycy takie grupy sztucznie two­rzą – by „two­rzyć wspólne płasz­czy­zny”. Na tworzeniu takich „płaszczyzn” zarabia się znacznie, znacznie więcej niż na two­rzeniu np. realnej płaszczyzny as­faltu po­kry­wającej most...

Tworzenie takich grup jest niesłychanie łatwe. Ot: badamy, ile średnio zarabiają bruneci, a ile blondyni. Powiedzmy, że bru­neci za­rabiają o 10% wię­cej. I już można utworzyć Stowarzyszenie Blondynów – domagające się by bruneci płacili 3% „jano­siko­wego”, które byłoby przekazywane blondy­nom. Na co Stowa­rzy­szenie Bru­ne­tów...

Bajka? Skąd–że znowu! Przecież dokładnie to samo zrobiono z mężczyznami i kobietami. Normalnie mężczyzna ze swoją ko­bietą tworzą team prze­ciwko in­nym ta­kim parom – w dzisiejszym (od XX wieku) społeczeństwie rodzinę rozbito i mówi się wręcz o „woj­nie płci”!!!

Mam nadzieję, że w rzeczywistości średnia zarobków blondynów jest taka sama, jak brunetów – nie uda się więc wprowadzić tego konfliktu. Zresztą: zawsze można się przefarbować... Jednak znam podział (którego Państwo nigdy, na szczęście, w po­li­tyce nie używacie!) gdzie jedna z grup zarabia znacznie więcej, niż inna. Nie na­piszę, o jakie grupy chodzi – a są one zdefi­nio­wane precy­zyj­nie, znacznie lepiej, niż bruneci i blon­dyni – bo któryś z po­lityków mógłby to istot­nie wy­ko­rzystać. Trzeba bo­wiem pamię­tać o pa­nującej w d***kracji zasadzie: „Wymyśl największe głupstwo – a ONI je zrobią!

I zdanie ostatnie: "Na dzień dzisiejszy nie widzę żadnej partii, która mogła by wprowadzić zrównoważony rozwój na podsta­wie sprawiedliwości, ra­cjo­nalnego podej­ścia i społecznego pragmatyzmu...”

Tak jest, p.Tomku: KNP nie będzie „wprowadzał rozwoju”. W Ameryce w XVIII i XIX wieku żadna partia nie „wprowadzała roz­woju”: rozwój wpro­wa­dzali rol­nicy, in­ży­nierowie, wynalazcy, robotnicy, kapitaliści, kupcy – każdy na własną grabę, nie po­gru­po­wani w ża­den „grupy społeczne”; dzisiej­szy kupiec jutro mógł zo­stać rolni­kiem, a robotnik – kapitalistą. Państwo miało tylko nie przeszka­dzać w tym rozwoju i wykonywać wyroki sądów (oczywiście żad­nych „po­zwów zbioro­wych”, czyli ko­muni­stycz­nych, wtedy nie było!!).

Nie wiem, dlaczego rozwój miałby być „zrównoważony” – i co to właściwie znaczy? Leniom ma dobrobyt wzrastać tak samo, jak pracusiom? A może p.Tomek uważa, że rozwój:

100 – 101 – 102 – 103 – 104 – 105 – 106 – 107 – 108 – 109 – 110 – 111 – 112...

jest „lepszy” niż rozwój:

100 – 115 – 117 –  99 – 120 – 140 – 115 – 170 – 140 – 130 – 170 – 190 – 210 ?

Niech Pan sam się zastanowi: czy Pan sam wie, o co Panu chodziło?

I proszę mi nie odpowiadać, że postulat „zrównoważonego rozwoju” widział Pan w pracach wybitnych ekonomistów. Myśl Pan sam! „Wybitni” eko­no­miści bar­dzo często – zwłaszcza w naszych czasach – bełkocą i bredzą. Za to dziś można dostać nawet i Nobla...

Państwo nie powinno zajmować się rozwojem, w szczególności opartym na zasadzie sprawiedliwości. Od wymierzania sprawie­dli­wości jest zdrowy rozsądek – a w ostateczności: sądy. „Racjonalne zaś podejście” wymaga, by nie przeszkadzać – obawiam się jednak, że p.Tomek rozu­mie przez to, że państwo po­winno pil­no­wać, by proporcja produkowanych butów i skar­petek była wła­ściwa, racjonalnie uzasadniona. Tymcza­sem my nie wiemy, jaka liczba skarpetek czy stali jest „ra­cjonal­nie uza­sadniona” – i nie tylko nie mamy zamiaru się dowiedzieć, ale twierdzimy, że takie zwierzę nie ist­nieje. „Ra­cjonalnie uzasad­niona” – a i to tylko do pewnego stop­nia – może być co najwyżej liczba czołgów.

Oczywiście przy takim podejściu 99% ekonomistów, polityków, urzędników i wszelkich optymalizatorów jest zbędnych. Będą mu­sieli zająć się pro­duk­cją bu­tów, ra­kiet kosmicznych czy fryzjerstwem. Czymś pożytecznym.

Wreszcie „społeczny pragmatyzm” oznacza zapewne, że nie mamy dążyć do robienia tego, co jest słuszne – lecz powinni­śmy dojść do ugody z roz­ma­itymi „gru­pami społecznymi” co zapewni nam beztroskie sprawowanie władzy przez dziesię­ciolecia. Ro­bić nie to, co jest słuszne – lecz to, co za­pewni nam głosy w następ­nych wy­borach.

Do nieuniknionego krachu takiego państwa.

Jak widać: bardzo poważnie potraktowałem te kilka zdań młodego człowieka. Mam nadzieje, że zrozumie – i zejdzie z drogi, na którą wkroczył.

A zresztą: każdy jest kowalem własnego losu...

 

 

Państwo ma się wtrącać!               4 VI 2018

Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury z PiS, zwrócił uwagę na różnice w sprawowaniu władzy między rzą­dem PiS a po­przedni­kami:

– Państwo miało się nie wtrącać. Nasze podejście jest inne, państwo ma się wtrącać. Owszem, państwo cza­sami jest opre­syjne, więc mu­simy uważać i rozmawiać z obywatelami tak, żeby to wtrącanie się państwa nie szło za da­leko, ale sensowne proporcje muszą być zawsze realizo­wane. Państwo musi być w interesie obywa­teli i to zwłasz­cza tych obywateli najsłab­szych.